• Ostatnia aktywność: 6 listopada
  • Dołączył(a): 27 września 2018
  • 7.5

    Rozbuchane komiksowe koncepty Kirby'ego przefiltrowane przez wrażliwość reżyserki. Znakomita realizacyjnie opowieść o bardzo ludzkich bogach, mających swoje pragnienia, ale też wątpliwości, ciągle poszukujących własnej drogi. Tutaj nie każdy bohater musi być Twoim ulubieńcem, ale jednocześnie rozumiesz ich postawę oraz motywacje, a wszystko to zwieńczone bardzo osobistym finałem z mocno wyczuwalną stawką.

  • 8.5

    Przemyślany, intrygujący, hipnotyzujący, obłędny scenograficznie thriller psychologiczny o dojrzewaniu i demonach przeszłości, sprawnie balansujący między jawą a snem, ładnie oddający ducha Londynu lat 60. oraz opakowany w estetyczną laurkę dla giallo. Wszystkich zaniepokojonych uspokajam - Pan Reżyser Edgar Wright dostarcza, i to w nadmiarze.

  • ?

    Trochę to wygląda jak esej studenta filmoznawstwa zafascynowanego "Halloween" Carpentera, który nie umie przelać swoich myśli na papier - jest więc bez ładu, składu i wyraźnej puenty. Twórcy próbują "złapać wiele srok za ogon", ale mało co z tego odpowiednio wybrzmiewa, a i często popada w karykaturę. Zmarnowana szansa i trochę zbędny sequel, choć elementy czysto slasherowe wypadają tu całkiem dobrze i konsekwentnie.

  • 6

    Niby to niesamowicie durne i częściowo podane w duchu tych wszystkich superbohaterskich męczybuł kręconych te prawie dwie dekady temu, gdzie antagonista plecie w kółko jakieś głupoty, ale jednocześnie widać tu samoświadomość, konsekwencję oraz nacisk na bohaterów - nieporadnych, ale w ten uroczy i sympatyczny sposób.

  • 6.5

    Ma całkiem niezłe tempo, sceny akcji wyglądają jak powinny, po drodze rzuci jakimś ciekawym pomysłem realizacyjnym oraz zachowuje ładny balans między "bondowaniem" a skupieniem na rozwoju bohatera. Niestety cieniuje zbyt długim metrażem, okropnym antagonistą, niewykorzystaniem kobiecych bohaterek, a cała emocjonalna podbudowa uderza w ckliwe tony, przez co wypada co najwyżej poprawnie.

  • 3

    Nieporadny, nijaki i niezamierzenie zabawny przez ciągłe popadanie w parodię produkcji o twardych gliniarzach, z doklejonymi na doczepkę scenami pułapek, żeby czasami ktoś nie zapomniał, że to część tej samej serii. Tutejsza intensywność oraz szczękościsk Chrisa Rocka są jednocześnie przerażające, jak i fascynujące.

  • 8

    Tak niedorzeczny i kuriozalny, ale w ten absolutnie cudowny sposób. Ciężko być przygotowanym na to, co Wan tutaj serwuje, a podaje same konkretne dania - od giallo, przez body horror, po krwawy i brutalny slasher, czyni to płynnie oraz ze sporą ilością znakomicie zrealizowanych scen akcji. Klasyczne "kochaj albo rzuć" - jedni odbiją się jak od ściany, inni natychmiast znajdą dla niego miejsce pod serduszkiem.

  • 7

    Marvelowskie kino kopane wprowadzające nieco świeżego powietrza do uniwersum. Świetnie zrealizowane sceny potyczek, sympatyczni bohaterowie, zniuansowany antagonista, choć i tak największe wrażenie robi to, jak dobrze udało się tutaj oddać ducha kinematografii Dalekiego Wschodu. Wady ? Standardowo - trochę ciąży przeładowany trzeci akt, kręcony chyba w jakieś ciemnicy bądź kopalni węgla.

  • 7

    Utrzymany w duchu oryginału, ciekawie rozwijający temat miejskich legend i zanurzony w aktualnych problemach społecznych. O poszukiwaniu sprawiedliwości za dawne krzywdy oraz cienkiej granicy między artystyczną inspiracją a obsesją. Bywa gęsto i intensywnie, choć horror wyszedł z tego co najwyżej poprawny.

  • 8

    Metafizyczna baśń fantasy, gdzie poetycka reżyseria idzie w parze z bogactwem symboliki oraz pięknymi kadrami. Hipnotyzująca realizacja, podatność na interpretacje z kluczową rolą narracji wizualnej.

  • 8.5

    Tutaj jest wszystko, czego można było spodziewać się po nieskrępowanym kreatywnie Gunnie - pozbawiony hamulców, łączący absurdalne motywy z głupkowatymi pomysłami i pełny B-klasowej jatki komiksowy film wojenny, gdzie reżyser nie zapomina o bohaterach, stanowiących rdzeń historii, poświęcając im odpowiednio wiele miejsca, przez co bez problemu sympatyzujesz z nimi oraz im kibicujesz, a przy tym dzieło w pełni autorskie. Kino rozrywkowe najwyższej próby.

  • 6

    Po dość niespodziewanym i intrygującym tonie pierwszego aktu stopniowo zamienia się w standardowy film Marvela z finałową kulminacją, gdzie wszystko musi eksplodować, bo tak. To taki amalgamat Bondów z Moorem i ostatnich dwóch-trzech przygód Ethana Hunta, tylko z gorzej nakręconymi scenami akcji (zwłaszcza w drugiej połowie). Jest kilka zgrzytów, ale całość wypada bardzo solidnie, głównie za sprawą aktorów, świetnej Jeleny i ładnego wydźwięku feministycznego.

  • 7

    O samotności i poszukiwaniu akceptacji w świecie setek tysięcy obserwujących w mediach społecznościowych, gdzie praca influencera wcale nie musi być usłana różami. Bywa intensywnie, atmosfera momentami gęstnieje, luksusowy apartament bohaterki wydaje się nie tak znowu przestronny, a cała ta influencerska robota jakby bardziej ciążyła niż dawała radochę. Dla Koleśnik i zdjęć Dymka warto.

  • 6.5

    Widać zmianę scenarzysty, bo i mniej to wszystko zwarte, a i dialogi momentami są mocno napompowane. Ale tu wciąż jest sporo dobra, szczególnie w relacjach między bohaterami (zwłaszcza w tej braterskiej), bo rodzina ciągle najważniejsza. Trochę fanserwisu, trochę powrotu do korzeni, doprawione to absurdalnym sosem właściwym dla serii, a Lin wciąż nie traci wyczucia do scen akcji, które są czytelne i przejrzyste.

  • 7.5

    Dostarcza efektowne, ale i efektywne starcia Tytanów, naprawia błędy poprzednika oddając uwagę tytułowym potworom, przy okazji nadając im sporo charakteru, a całość ładnie wpisano w klimat klasycznych tropów przygodowych, z eksploracją nieodkrytych terenów na czele. Tylko i wyłącznie do kinowego doznania.

  • 7

    Stosunkowo mało absurdalny jak na standardy wyznaczone w serii (nie licząc finału z atomową łodzią podwodną), ale i tak najbardziej wygrywa motywem "Dom kontra reszta świata", gdzie serce rodziny staje się jej największym zagrożeniem. Celebracja samoświadomości trwa w najlepsze, a Charlize Theron wygrywa konkurs na nagłupszą fryzurę jaką kiedykolwiek widział świat.

  • 7

    "Jak się bawić, to się bawić" - pomyślał James Wan i tak też zrobił, podkręcając maksymalnie śrubę absurdu, z odpowiednią sobie świadomością i lekką ręką reżysera. Statham mocno zaznacza swoją obecność w serii, Russell czuję się tu jak "ryba w wodzie", The Rock .. zrywa gips z ręki siłą własnych mięśni, a do tego dostajemy sporo tanich dialogów. Ładny, choć nieco ckliwy hołd dla Walkera.

  • 6.5

    Poprzeczki pozostawionej przez poprzednika przeszkoczyć się nie udało, ale to wciąż chyba najbardziej superbohetersko-komiksowy film z serii - uroczo-durny motyw z amnezją, retcony i antagoniści będący złymi odpowiednikami rodziny. Solidne kino akcji podnoszące poziom absurdu, będące wciąż niezłą rozrywką.

  • 7.5

    Twórcy wzięli to, co najlepsze z poprzedników, dokładając świetnie nakręcone sceny akcji i charyzmatycznego The Rocka, a całość opakowali w konkretny heist movie, jednocześnie nie zapominając o rdzeniu sagi - rodzinie. Destylat tego czym jest/powinna być ta seria.

  • 3

    Martwy punkt całej serii - bez pomysłu, bez życia, zbyt poważnie i przesadnie mrocznie.

  • 5.5

    Realizacyjnie stoi jakieś dwie półki wyżej od poprzedników (szczególnie w kwestii scen wyścigów), podrzuca ciekawy motyw z nieuciekaniem od odpowiedzialności oraz świetnego Hana. Całościowo wypada jednak dość średnio, z wyświechtanym już tropem "od zera do bohatera" i nijakimi postaciami, a jak widać po zarobkach - samymi wyścigami filmu nie sprzedasz.

  • 4

    Zmiana klimatu, słodka relacja Briana z Romanem i obligatoryjny handlarz bronią/boss narkotykowy piorący brudne pieniądze, z którym lepiej nie zadzierać ... do obejrzenia i zapomnienia.

  • 5

    Urocza kapsuła czasu i wyraz fascynacji wyścigami ulicznymi, choć fabularnie to jednak zrzynka z "Point Break" - surferów napadających na banki zastąpiono amatorami nielegalnych wyścigów, wielbicielami szybkich aut kradnących ... odtwarzacze dvd - tylko zrobiona gorzej.

  • 7

    Kto po tytule liczył na ostre "pójście w tango", ten może się lekko rozczarować, bo Vinterberga bardziej interesują tematy kryzysu wieku średniego, tęsknoty za latami młodości czy wieloletniego ukrywania swoich słabości oraz uczuć. I choć nie brakuje tutaj celebracji i czystej radochy z "tankowania", to twórcy mają na uwadze jedno - zawsze trzeba liczyć się z jego konsekwencjami.

  • 8

    Kameralne, wręcz intymne spojrzenie na stopniowo zachodzący proces demencji, pełne szacunku dla chorego, gdzie ściany najbardziej przestronnego mieszkania są niczym ciasne i poplątane korytarze własnego umysłu - łatwo więc o zagubienie oraz niepokój, nie tylko u bohatera Hopkinsa.

  • 7

    Pozornie sprawia wrażenie kolejnego śmieszkowo-gansterskiego filmu Ritchiego, ale dość szybko wychodzi z tej strefy komfortu i kroczy w stronę prostego, lecz efektywnego kina zemsty z gęstym klimatem. Ciekawy od strony narracyjnej, z idealnie budującą napięcie muzyką, a w scenach wymiany ognia liczy się każdy strzał.

  • ?

    W pełni autorski i spójniejszy od wersji kinowej, za to niemiłosiernie rozwleczony przez zbędne sceny i wątki, toporną narrację oraz ładowanie slow motion dosłownie w co drugiej scenie. Pozornie rozbudowuje większość bohaterów, emocjonalnie wypada dość pusto, choć nie brakuje kilku sympatycznych scen i łechcących wizualnie sekwencji. Szumne zapowiedzi przyniosły tak naprawdę drugi raz ten sam film, wzbogacony o materiał wycięty podczas burzliwego procesu produkcyjnego.

  • 8

    Jako ukazanie powolnego osuwania się w obłęd, strachu przed nieznanym czy zagrożeń wykraczających poza ludzkie pojmowanie sprawdza się znakomicie. Hipnotyzująca wizualnie opowieść o próbie naprawy więzi rodzinnych doprawiona kolejnym ... nietypowym występem Cage'a.

  • 6

    Technicznie dopieszczona rozrywka, gdzie na próżno szukać żywej duszy, znany brytyjski aktor/reżyser gra najbardziej karykaturalnego rosyjskiego terrorystę, a reżyser za pomocą drugiego planu strzela w widza ekspozycją niczym z karabinu maszynowego.

  • 8

    Stylowa opowieść o przekraczaniu kolejnych granic w pogoni za sensacją, zaspokajaniu własnych chorych żądzy (nieważne jakim kosztem) oraz desperacji i moralnym zepsuciu mediów. Gyllenhaal jako socjopata doskonały to wisienka na torcie Gilroya i niemal idealne uosobienie idei "po trupach do celu".

  • 7.5

    Tarantino niespecjalnie liczy się z oczekiwaniami widza, więc tworzy sobie filmy jakie chce i o czym chce. W efekcie powstaje taki "Death Proof" - laurka dla kina exploitation - który choć bywa bezsensownie przegadany, to zaraża bezwarunkową miłością do X muzy wylewającą się niemal z każdego kadru.

  • 7

    Slasherowy "Dzień świstaka" będący gratką dla fanów podgatunku. Jest tempo, napięcie, jest zabawa schematami, najbardziej przerażająca maska slasherowego mordercy, jest charyzmatyczna protagonistka oraz Jessica Rothe zagarniająca cały ekran.

  • 9

    Anatomia strachu według Carpentera - od izolacji i przerażenia po nieufność i paranoję. W miejsce tytułowej kreatury można podstawić jakiekolwiek inne zagrożenie i wciąż historia działałaby tak samo dobrze.

  • ?

    Prawdopodobnie jedna z najlepszych rzeczy, jakie dał nam sukces Star Wars. Kampowo-kiczowata space opera z dziwacznymi pomysłami, masą akcji, niezapomnianymi (na swój sposób) potyczkami oraz spotkanie dwóch aktorskich biegunów w jednym filmie - Davida Hasselhoffa i Christophera Plummera. B-klasowa perełka.

  • ?

    Z jednej strony to luźna sklejka pierwszych czterech odsłon cyklu, więc nie za bardzo sprawdza się jako remake. Z drugiej jednak, chyba ciężko o nowe pomysły w tak wyeksploatowanej do granic możliwości serii.

  • ?

    Cudownie popierdzielony i mocno oderwany od reszty serii szrot, będący świetną rozrywką, który z miejsca kradnie serce.

  • 2

    Odbicie się jak od ściany gwarantowane. Nieoglądalny bubel, który ciężko traktować nawet w kategorii "z przymrużeniem oka". Szanuję jednak za ostatnią scenę.

  • 5

    Jason zdobywa Manhattan, ale tak na ... 20 minut, bo na więcej nie pozwolił budżet. Plus za próbę odświeżenia serii i zabranie Jasona z jego "strefy komfortu", minus za wykonanie - choć to całkiem przyjemny seans.

  • 5

    Po motywach rodem z opowieści o doktorze Frankensteinie, przyszedł czas na pełnoprawny crossover
    z X-Men. Poza tym to mocna średniawka z nieciekawymi bohaterami.

  • 7

    Klimat, samoświadomość, absolutnie cudowna sekwencja otwierająca oraz początek zombie-Jasona. Przynajmniej teraz wiemy, kto ma licencję na zabijanie.

  • 4

    Nowy start serii, więc i pojawiło się kilka świeżych pomysłów. Szkoda, że z ich realizacją wyszło tak sobie,
    a twórcy nie wiedzieli, jak podać je w interesujący sposób.

  • 6

    Wciąż jest solidnie i stabilnie, a Jason dalej poświęca się swojemu ulubionemu hobby. Tommy Jarvis kradnie show.

  • 5

    Jest nie najgorzej, mimo ogranej formuły i niespójności z poprzednikiem (ale kto by się tym przejmował). Jason zdobywa swoją ikoniczną maskę, zyskuje nieco siły, postury oraz ... łysinę.

  • 7

    Choć musi poświęcić chwilę na "rozliczenie się" z poprzednikiem i w większości stanowi powtórkę z rozrywki, to robi to lepiej niż solidnie, z emocjonującą kulminacją w finale.

  • 6.5

    Klimat, oprawa muzyczna, pomysłowe sceny zgonów i niemałe zaskoczenie dla horrorowych laików w finale. Choć z korespondencyjnego pojedynku kultowych slasherów Cunninghama i Carpentera zwycięsko wychodzi raczej ten drugi.

  • 4

    Ładne to National Geographic. Szkoda tylko, że tak wyprane z emocji, sztucznie rozciągnięte i dla nikogo.

  • 4

    Męcząca esencja przeciętności i bezpłciowości, z jednym z najbardziej oczywistych twistów jakie widział świat. Nagana za marnotrawienie Thompson oraz Hemswortha, choć oni akurat robią tutaj co mogą.

  • 6

    Solidny straszak z niewykorzystanym potencjałem. Szkoda, że sam James Gunn nie zajął się projektem osobiście, bo najpewniej otrzymalibyśmy dużo lepszą historię.

  • 5

    Pierwsza połowa całkiem intrygująca, choć to wciąż kiczowata dystopia będąca reklamą Pumy, gdzie wszyscy paradują w białych dresach. Druga to typowy film Baya, gdzie pomiędzy kolejnymi wybuchami kompletnie giną bohaterowie oraz jakakolwiek fabuła.

  • 5.5

    Cwani londyńscy gangsterzy, marihuana, mięsiste dialogi, zabawy chronologią i opowieścią, stopklatki oraz charyzmatyczni aktorzy - niby wszystko u Ritchiego wydaje się być na miejscu, ale czuć, że coś jest nie tak. Średni humor, kiepski finał, a zanim całość nabierze jakiegokolwiek tempa, to wcześniej potrafi mocno zmęczyć.