Nowa wersja serwisu! Listy, wideorecenzje, recenzje użytkowników, powiadomienia i wiele więcej. Sprawdź

Marcin Stachowicz

Krytyk
  • Ostatnio dodana recenzja: 19 października 2018 (wczoraj)
  • Na Mediakrytyku od: 5 sierpnia 2016
  • 122
    recenzje
    122 z oceną
  • 65
    pozytywnych
    recenzji
  • 57
    negatywnych
    recenzji
  • 0
    recenzji
    bez oceny
  • 5.6
    średnia
    ocena
  • 53%
    pozytywnych
    recenzji
  • 0.8
    stopień
    odrębności

Ostatnio ocenione

  • ?
    7.0
    Afryka, jakiej nie uświadczymy w ciężkich postkolonialnych dramatach, tak często wyróżnianych na międzynarodowych festiwalach filmowych. Jednocześnie pod tą nieco wymuszoną pastelowością skrywa się tematyka wagi ciężkiej - drakońskie prawo, które w protestanckiej Kenii całkowicie delegalizuje miłość homoseksualną.
  • ?
    8.0
    Nie widziałem dotychczas dokumentu o współczesnym kryzysie uchodźczym, który w podobnie subtelny sposób docierałby do jądra ludzkiego cierpienia - bez zbędnych obrazów, drastycznych słów, wchodzenia w intymne szczegóły, wymuszania emocji.
  • ?
    4.0
    To w mojej prywatnej hierarchii najgorszy rodzaj kina - pusta i nadęta enuncjacja światopoglądowa autora, który nie potrafi pogodzić się z faktem, że jeden człowiek nigdy nie będzie ekspertem od wszystkiego.

Najwyżej ocenione

Najniżej ocenione

Najbardziej odrębnie ocenione

  • 6.7
    3.0
    Czerstwe dowcipy trzyma na nogach łopatologiczny scenariusz - oczywistości w rodzaju "dobry żołnierz kontra fajtłapowaty żołnierz", nieprzebierający w środkach, ale ostatecznie głupkowaci mafiozi, akcja zawiązywana według złotej reguły "zabili go i uciekł", to wszystko raczej nie zaprasza do śledzenia historii z wypiekami na twarzy.
  • 6.4
    4.0
    Twórcy "Darkland" stawiają na gatunkową siermięgę, kolejną grę z konwencją - ręce umywają, bo przecież lepiej strzelać, zamiast gadać. Ja rąk nie umyję i powtórzę po raz trzeci: bez mocnej kawy lepiej nie przestępować progu kina. Chyba że na finałowe dwadzieścia minut.
  • 5.1
    3.0
    Nie próbuje nawet udawać, że jest czymś więcej niż bałtycką wariacją na temat "Funny Games". Klimat opresji i zamknięcia buduje się tutaj za pomocą tych samych zimnych, laboratoryjnych kadrów, betonowych wnętrz i wypranych z emocji twarzy. Jeśli jednak u austriackiego mistrza działają one w funkcji wizualnego dopełnienia dla buzującej, gęstej treści, to w "Grze pozorów" król bez żenady świeci gołym tyłkiem.

Aktywne