Serwis w nowej odsłonie. Największa aktualizacja w historii serwisu. Sprawdź
Szanujemy Twoją prywatność i przetwarzamy dane osobowe zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Razem z naszymi partnerami wykorzystujemy też pliki "cookie".
Zamykając ten komunikat potwierdzasz, że zapoznałeś się z polityką prywatności i akceptujesz jej treść.

Leniwy introwertyk, który zamiast zając się porządną pracą, woli oglądać dobre filmy i czytać książki, udając, że się na tym zna. Amator analizy box-office'u. Uwielbia też typować nagrody i śledzić wybory różnych organizacji.
Jest zainteresowany nadrobieniem rumuńskiej nowej fali i brytyjskiego kina niezależnego. Uwielbia Jennifer Lawrence, ma za to wrodzoną niechęć do Russella Crowe'a.

  • Ostatnia aktywność: 27 listopada 2022
  • Dołączył(a): 24 września 2018

Najlepsze recenzje

  • Niesamowita muzyczna ekstaza, świetnie wyreżyserowana i zagrana. Spodziewałem się zwyczajnego, dosyć patetycznego, romantycznego filmu kostiumowo-biograficznego w stylu "Zakochanego Szekspira", a tu proszę: reżyser ma niezwykle dużo do zaoferowania scenariuszowo, dając widzowi opowieść o zazdrości "miernoty" w stosunku do geniuszu.. Wybitny w praktycznie wszystkich aspektach.

  • Ludziom wstęp wzbroniony. Nietuzinkowe acz przehajpowane sci-fi, trochę zbyt silace się na przesłanie "O Boże, ludzie są źli, nietolerancyjni, naprawmy świat", ale forma reportażu wybija film ponad przeciętność moim zdaniem. Blomkamp dobrze sprawdza w tej konwencji; Copley, choć w moim mniemaniu zbyt przeszarżowany, w ogólnym rozrachunku wypada dobrze; rewelacyjny montaż i miejscami przeciętne CGI, acz genialny dizajn "karaluchów".

  • Defensywna walka z cierpieniem. McDormand gra w lidze kosmicznej, Rockwell na ekranie absolutnie wymiata, dialogi są mięsiste, trafne, błyskotliwie i... pasujące do jakiekolwiek innego pozytywnego przymiotnika. Perfekcyjnie wyważony pod każdym względem. Rozniósł mnie emocjonalnie...

  • Trudno mi się do końca przekonać. Ramsay surowymi obrazami za dużo obiecuje na początku, a w końcu wychodzi na drogę prostej historii o odkupieniu. Takie trochę ćwiczenia stylistyczne i szlifowanie kunsztu reżyserskiego niż próba opowiedzenia czegokolwiek sensownego i wartościowego. Phoenix lśni na ekranie, kreując postać pomrukami i spojrzeniami spod łba.

Średnio ocenia o 0.2 wyżej niż inni użytkownicy