Serwis w nowej odsłonie. Największa aktualizacja w historii serwisu. Sprawdź
Szanujemy Twoją prywatność i przetwarzamy dane osobowe zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Razem z naszymi partnerami wykorzystujemy też pliki "cookie".
Zamykając ten komunikat potwierdzasz, że zapoznałeś się z polityką prywatności i akceptujesz jej treść.
  • 10 American Film Festival.Powrót do korzeni kina gangsterskiego-wychodzi to rewelacyjnie.Film nie tylko jest ukłonem do kultowych dzieł,ale również wprowadza do gatunku świeżość.Scenariusz to mistrzostwo,narracyjnie rewelacja,montażowo świetny-przewrotki!-wszystko tu działa.I trzej gangsterzy kina wracają w wielkim stylu.Pacino,De Niro i Pesci grają najlepsze role od lat.Jedyne do czego się można przyczepić,odmładzanie-momentami wygląda jak wyjęte z gry.Tak czy siak chylę czoła Panie Scorsese.

  • Wielcy są w tym roku niezwykle sentymentalni. Tarantino i Almodovar stworzyli jednak w mojej opinii coś bardziej angażującego. "Irlandczyk" to piękny pomnik złożony zarówno kinu gangsterskiemu, jak i wspaniałym aktorom z nim powiązanym. Seans dla wytrwałych, fanów gatunku, których przeciągła ekspozycja usadowi w mafijnym okresie intryg. Film niby bez wyraźnej skazy, filozoficznie doprawiony, ale do kolejnej dawki Bufalino jakoś się nie gotuję. Może gdy będę wybierał swoją trumnę. Jest jak jest.

  • Moim głównym problemem nie jest metraż, którego się obawiałem, a bardzo długa aklimatyzacja. Ciężko wejść w seans, jednak kiedy po trzech godzinach następuje koniec, odnosi się wrażenie, jakby czegoś brakowało. Scorsese stworzył kino złożone z wielu elementów, nieustannie przeplatając przeszłość z przyszłością, nie tracąc przy tym rytmu i dynamiki filmu. Miło również zobaczyć starą gwardię ale serce kradnie mi Joe Pesci.

  • Red

    To co miało być największym plusem okazało się największym minusem - obsada. Z jednej strony bardzo pasuje do koncepcji przemijania, z drugiej ciężko się patrzy na zmęczonych już aktorów a w szczególności na odmłodzonego De Niro (scena pod sklepem). Człapałem się przez większość seansu i dopiero zaczął mnie interesować w momencie zmiany narracji. Wydaje mi się, że lepszym pomysłem byłoby ucięcie środkowej części filmu i skupienie się na pełniejszym ukazaniu konfrontacji z tym co nieuniknione.

  • Jest... w porządku. Nie wiem, ja jakoś się nie odnalazłem w tym wszystkim. Wszystko jest na miejscu, ale najwyraźniej nie jest to dla mnie.

  • Panie Scorsese, jakby film był o jakąś godzinkę krótszy nic by się nie stało! Ależ to była wielka podróż. Gangsterska epopeja na najwyższym poziomie. Doczekaliśmy się spotkania tej słynnej trójcy pod dowództwem króla gatunku. Aktorski popis, w którym najbardziej urzekł mnie szarżujący Pacino, ciekawa i spokojniejsza niż w Goodfellas rola Pesciego oraz prowadzący historię DeNiro, który walnął chyba najlepszy występ od kilku lat. Wciągnąłem się, dostałem to czego chciałem i dziękuje Martin.

  • Wielkie kino, przez wielkie "W". Ekipa Scorsese żegna się nie tylko ze sobą, ale z kinematografią, taką, jaką znają. Stara gwardia odchodzi w najlepszym stylu z możliwych.

  • Mieliśmy już kino o bogach mafii, teledyskowych historiach i ulicznych porachunkach. Tym razem Martin serwuje nam coś świeżego w tym temacie: historie prostego człowieka z zasadami i robi to fenomenalnie. Złożoność świata, postaci, kontekst historyczny to sprawia, że jest to jeden z najlepiej napisanych filmów gangsterskich

  • Co tu dużo pisać, Scorsese nakręcił znakomite kino gangsterskie, film, który jako kolejny dołączy do swoich wielkich poprzedników i zostanie zapamiętany w historii kina. Stara gwardia Hollywood pod dowództwem mistrza to najlepszy od lat prezent dla każdego prawdziwego fana kina-kończy się pewna era i takich filmów prawdopodobnie już nie będzie.....

  • Nie powiem, można było trochę poobcinać. Nie ma jednak wątpliwości, to stary dobry gangsterski Scorsese. Oczywiście dopasowany do czasów, w których żyjemy. Najbardziej nostalgiczny i skupiony na dialogach i monologach. Tego chyba jednak wymagał ten film. Nie mógł być odtwórczy i nie był. W prawdopodobnie najlepszy możliwy sposób wieńczy filmografię wybitnego reżysera, wspaniałych aktorów (KAŻDY tutaj to potwierdza - w szczególności Pacino) i całego gatunku.

  • Fantastyczne kino w którym chłopcy z ferajny przestali być uroczymi draniami, a stali się bezbronni wobec upływającego czasu, który na końcu pozostawia tylko pustkę. Całość bardzo spokojna, wyciszona i na swój sposób przejmująca. Panowie grają fantastycznie, szczególnie genialny jest Pesci. Realizacja na wysokim poziomie a CGI, które może nie zachwyca to jednak zbyt mocno nie przeszkadza. Po "Chłopcach" i "Kasynie" Martin domyka nieoficjalną trylogię i stawia gatunkowi kropkę.

  • No, jakby mnie dziadek kocem opatulił i opowiadał historię z dawnych czasów. Niespieszne, powolne. Niby gangsterka, a wypiłoby się przy tym kakałko.

  • Dobre kino gatunkowe,fajne zdjęcia,trochę za długi ,efekty spoko ale na nominacje nie zasługują,największy plus to duet aktorski :De Niro,Pacino i Pesci,dla mnie wygrywa Pacino

  • Niby wszystko wykonane z precyzją szwajcarskiego zegarka (no oprócz CGI niewykorzystującego należycie swojego potencjału), a Scorsese nie stracił talentu do opowiadania epickich historii, to jakoś cały czas byłem gdzieś obok tego filmu, przez co pewne wątki rozmywały mi się podczas oglądania. Al Pacino najlepszy, Pesci z wyjątkowo wyciszoną rolą, a De Niro niestety już wyraźnie zmęczony.

  • To jedna z najbardziej poruszających ról De Niro. Ostatnie pół godziny głęboko porusza w sposób, który przeraża. Udany film Scorsese, lecz nie najlepszy.

  • Historia opowiedziana ciekawie, choć ze smutkiem trzeba przyznać, że dobra passa aktorów - przynajmniej w tym gatunku - zdążyła minąć. Film był za długi. Zdjęcia i kolorystyka dobra, dynamika dość nierówna.

  • Moim głównym problemem nie jest metraż, którego się obawiałem, a bardzo długa aklimatyzacja. Ciężko wejść w seans, jednak kiedy po trzech godzinach następuje koniec, odnosi się wrażenie, jakby czegoś brakowało. Scorsese stworzył kino złożone z wielu elementów, nieustannie przeplatając przeszłość z przyszłością, nie tracąc przy tym rytmu i dynamiki filmu. Miło również zobaczyć starą gwardię ale serce kradnie mi Joe Pesci.

  • Starzy ganksterzy o starych gangsterach w mafii i o mafii. Typowe temat Scorsese, poruszony nie bez pewnej melancholii i próby podsumowania. Metraż przytłacza, role jednak zacne, wszak film podsumowuje kariery wielkich gwiaz. Rozliczenie z przeszłością, dylematy moralne mafiozy, a wszystko z doborową obsadą.

  • W końcu zdołałem wymęczyć tego #TheIrishman. I cóż, nie wciągnąłem się w tą pozycję zbytnio mocno i da się odczuć mocno długość całości, ale ogólnie rzecz film wypadł całkiem nieźle, pochwalić mogę zdecydowanie przyzwoity scenariusz i świetnych aktorów (Pacino i Pesci - <3).

    Jeżeli chodzi o kwestię odmłodzenia aktorów w CGI, jest mocno nierówno. Raz wypada ona całkiem nieźle, innym razem - da się mocno odczuć komputer na ich twarzach.

  • Scorsese, który nikomu nic nie musi udowadniać - a już na pewno nie w temacie kina gangsterskiego - ku zaskoczeniu wrzuca do gatunku trochę świeżości, a całości nadaje nieco refleksyjny i gorzki wydźwięk. Takie "Goodfellas" w wersji deluxe, gdzie reżyser nic nie musi, a może wszystko, i nawet ten woskowy De Niro czy bycie 3,5-godzinną kobyłką mocno nie przeszkadzają.

  • Spokojne, zrealizowane z twórczą pasją i ogromną precyzją kino gangsterskie oraz przejmujący ludzki dramat o przemijaniu i ostatecznym rozliczeniu z życia.

  • Film jest fantastyczny. Uwielbiam Alla Pacino i jego grę we typu włoskie klimaty mafii. Bardzo mnie smuci ze Pacino zawsze przegrywa w tych filmach:( 3,5 godziny to duzo? Ja moge tego aktora oglądać bez końca!!!

  • Rany, ile ja czasu czekałem, żeby znów ich wszystkich zobaczyć na razem na ekranie. Kapitalna opowieść o przemijaniu, mimo długości nie nudził ani przez moment

  • 8.5Kawał świetnego kina pokazujący, że Scorsese wciąż daje radę. Trochę gangsterski best-of, a trochę osobista opowieść o przemijaniu. No ale czuć ten format...

  • Udany Scorsese do kina gangsterskiego.

  • Ojciec Chrzestny, gdyby Ojciec Chrzestny nie był w połowie tak dobry jak Ojciec Chrzestny.
    Może to ja jestem głupi, ale Irlandczyk zdecydowanie nie jest dla mnie. Można by go z łatwością skrócić o 40 minut.