MichaelGrzesiak
Użytkownik-
(0) Poszedłem z moją anakondą na "Anakondę", tylko i wyłącznie po to, żeby się gzić na łączonych fotelach dla par w Heliosie. Nie spodziewałem się aż tak totalnej nędzy na każdym poziomie. Action comedy? A gdzie tu komedia, z czego tu się śmiać? To w jakim stanie jest komercyjny Hollywood, coś strasznego. Tak jakby ktoś kazał tym setkom ludzi tworzącym film przyjść do pracy, odbębnić swoje za kiepską wypłatę i pójść do domu.
-
(5.5) Trochę nie wiem co napisać. Z jednej strony spoko, że to nie kolejna ekranizacja biografii z Wikipedii. A z drugiej, ja na przykład nic nie czuję oglądając ten film. Chciałbym żeby coś mnie poruszyło, zaciekawiło... Hm. Może jeszcze kiedyś obejrzę.
-
(7.5) O, i to mi się podobało. Reżyser wie jak utrzymać tempo, bez zbędnych scen, przynudzania, zamulania. Jest śmiesznie, jest smutno, dużo gadania, piękne widoczki, fajnie. Może finałowe sceny trochę rozczarowujące, ale co tam. Z chęcią obejrzę raz jeszcze.
-
(2.2) Przeraża mnie jak błahe, infantylne i nieudolnie naśladujące starych mistrzów, są niektóre współczesne filmy. Co to jest, ja się pytam? Trochę brazylijska telenowela, trochę 8½, trochę wywiad na stare lata z Alibabkami. Dlaczego to musi być tak oderwane od rzeczywistości, to są Włochy w 2024 roku? I jak opowiadają o tym filmie, do którego tworzą kostiumy, używając pojęć, które zwykle możemy usłyszeć z ust osób, nie mających większego pojęcia o czym mówią.
-
(6.9) Zacytujmy użytkownika Filmwebu GhostFace'a: "Krótkie momenty z podniosłą muzyką, bez tekstu, są tu najlepsze, często świetne wizualnie - jak pierwsza scena wizyty u nauczycielki. Tylko jakie to ma znaczenie." Zgadzam się co do momentów, natomiast hmm. Wyobraziłem sobie gdyby ten film był bardziej skandaliczny, sceny seksu czy sporo dram w scenariuszu. No tak, tylko po co? Życie też nie zawsze jest hardkorowe, a kobiety nie muszą mieć szalonego seksu żeby mocno przeżyć relację.
-
(2.3) Reżyser chce coś powiedzieć, tylko że ja widziałem już za dużo podobnych filmów. Wtórne, nieciekawe, ciężko nie zasnąć z nudów. Satyra na nasze czasy? Tragikomedia? Ojej, jestem wstrząśnięty.
-
(5.7) W którymś momencie filmu dziewczyna mówi "chwyćmy się za ręce". Wziąłem więc rękę koleżanki w kinie. Osiem dni później byliśmy już w hotelowym jacuzzi. Nasza historia chyba bardziej nadaje się na film i to jest mój problem z "Drogą do Vermiglio". Kino powinno poruszać, zaciekawić, skłonić do refleksji, oczarować, zasmucić, nie wiem... A w filmie Maury Delpero wszystko po mnie spływa. Nawet ten artyzm, o którym wszyscy tu piszą, mnie nie interere.
-
(0) Kurwa jebana mać
-
(0) Po obejrzeniu takich filmów wyzwalają się we mnie niesłychane siły nienawiści i agresji. Zabierzcie to ode mnie bo naprawdę przeprowadzę masowe morderstwo.
-
(7.6) Ja jestem na tak. Ten przypadek, gdy durne rzeczy mi nie przeszkadzają, bo jestem w transie. Ojciec szukający córki śmiesznym autkiem na bardzo trudnych drogach? Tak, wyjątkowo głupie. Szkoda, że reżyser chociaż nie napomknął co to za kryzys polityczny, o co chodzi, czemu uciekamy. No ale uciekamy razem z bohaterami. Ludźmi na marginesie społeczeństwa, nawet gdy umrą, nikt się szczególnie nie przejmie.
-
(7.3) Wielu obejrzy z powodu gry, ja wiadomo - Yasutaka Nakata, trzeba sprawdzić. Może być, aczkolwiek można by bardziej skonfrontować bohatera z jego kobietą i dzieckiem. Jak to było z nimi, z ich relacją, chce czy nie chce tego dziecka, czego się boi, a może się nie boi? Ach, no i takie typowe kiepskie slasherowe schematy - ziom widzi anomalię, to zamiast uciekać, stoi i przygląda się. A potem leci na niego ocean wody lol. Ninomiya grający młodego chłopaka, też śmieszne.
-
(4.4) Trochę to wygląda jakby licealista Jacek Bromski nakręcił film na konkurs szkolny. Jak podręcznik "Życie codzienne młodzieży w PRLu". To był film dla polskiej publiczności, więc za bardzo nie rozumiem podkreślania takich oczywistości jak pustki sklepowe, brutalność słowna i fizyczna polskich komuchów, upośledzenie narodu polskiego. Bromski, my to wiemy, nawet ja, nie żyjąc w PRLu. Kiepskie to wszystko, aktorstwo, a tam. Ostatni film Ani, tak to zapamiętam.
-
(2.5) Moje randki są o wiele bardziej barwne i śmieszne niż ten film. Jedyny moment kiedy się zaśmiałem, to scena dochodzenia i orgazmu. Reszta to drętwy, nieśmieszny kotlet z purée. Pomysł trochę jak z "W głowie się nie mieści" Pixara, niestety tutaj scenarzyści to dość ograniczeni ludzie. Chcieli coś powiedzieć błyskotliwego o współczesnych relacjach damsko-męskich, wpletli bez ładu i składu idee feministyczne, dodali cytaty z książek, miało wyjść inteligentnie.
-
-
(7.4) Rzadki przypadek, gdy nie mam za bardzo co napisać po filmie. Nic mnie tu nie rusza. Może na dzieciaki działa.
-
(7.3) To był piękny wieczór. Babka ze Śremskiego Ośrodka Kultury przeczytała zgromadzonym widzom moją relację z Instagrama, w której nazwałem ją "wywłoką". Już nie chciałem się wszystkim kłaniać, ale fame jest, a ja z dumą wspieram kulturę hejtu. Ale serio, płacicie 17 zł żeby 2 razy z rzędu słuchać przez 35 minut kłótni między jakąś babą, a publicznością. Ja pierdolę. Jak będę chciał żeby mnie ktoś obrażał, to wykupię sesję BDSM.
-
(7.8) Jako film akcji, spoko, przyjemny seansik. Jako film familijny też - ostatnia scena to już czysta polska telenowela. "Chcesz być jak mama i podkładać bomby? Super kotku, tylko załóż kurtkę i wróć przed 22:00. Zostawię ci naleśniki w lodówce." Muzyka Greenwooda znów zbyt ambitna, jak na taki film. No nie oszukujmy się, o czym to jest? Film rodzinny o bojówkach Partii Demokratycznej. Gdyby Hollywood nie był burdelem pełnym tchórzy, to powstawałyby ciekawsze filmy, tematów jest sporo.
-
(3.5) Kelly u mnie w top 10, hotówa totalna. Szkoda, że aktorsko kiepsko, szkoda że film beznadziejny. Końcowy plot twist naśladujący "Uciekaj!" Peele'a, ależ to nędzne. 50 Cent zaliczył adwokatkę, wygrywa, "odjedżam mym Mercedesem", napisy końcowe.
-
(6.6) "Kwiat ośmiu gór" zapamiętam ze złych powodów. Jakaś szmata ze Śremskiego Ośrodka Kultury oznajmiła przed seansem, że zamykają cotygodniowy Dyskusyjny Klub Filmowy. Wywiązała się kłótnia między nią, a publicznością, na dobre 30 minut. Co do filmu - spoko, tylko warto odświeżyć formułę, bo takich filmów górskich już trochę widziałem. Nic innego tu nie ma, a końcówka z tą muzyką średnio pasuje.
-
(4.9) Podejrzewam o co chodziło reżyserce. Ukazać stan umysłu, zwichniętą relację matka-córka, psychikę wyparcia po bolesnych przeżyciach. No spoko, tylko że sztuka filmowa rządzi się swoimi prawami. Trzeba zainteresować odbiorcę, film musi być angażujący. Oglądanie Sofii jest dość nużące.
-
(7.4) Morał z tego taki - musisz przyjąć taktykę Donalda Trumpa. Niszcz wrogów, bo inaczej oni zniszczą ciebie. Gdyby Maja nie podjęła walki i nie miała szczęścia - żyłaby z paskudną opinią o sobie. Czy to film o chamstwie w polskim światku teatralnym? Myślę, że ogólnie o świństwach w każdym miejscu pracy.
-
(7.1) Brakuje w Polsce takich luźnych, kulturalnych filmów. Niedzielny relaks z całą rodziną. Wiem, że sporo infantylnych momentów, za dużo latania między scenami teraźniejszymi i przeszłością, ALE - tak jak mówię, relaksik, impresjonizm, zero potrzeb.
-
(6.7) And I'm proud to be an American where at least I know I'm free and I won't forget the men who died who gave that right to me and I'd gladly stand up next to you and defend her still today 'cause there ain't no doubt I love this land God bless the USA! Film aktualny bo wrogowie nadal chcą zniszczyć USA. To nieustanna walka. Niestety film pasuje do ramówki Polsatu. Wyobraziłem go sobie teraz z lektorem i reklamami podczas niedzielnego obiadu u ciotki. Rzyg.
-
(7.4) Fajnie się ogląda, tak wyobrażam sobie moją siostrę pod ziemią. Finałowe poświęcenie się dla dobra Victora i Victorii, nawet wzruszające. Niestety film nie wzbija się na wyższe rejony, ale zawsze z chęcią obejrzę, czy to z chrześniaczką czy ze zmarłą babcią.
-
(7.1) Aż się prosiło żeby spytać przed kamerami Laskowika jak się z tym wszystkim czuje. Jak się odniesie do tego, że pomiatał Smoleniem i ogólnie miał go w d*pie? Spoko dokumencik, choć krótki, trochę spraw pominięto. Smutne życie kabareciarza.
-
(2.5) Człowiek chce obejrzeć coś erotycznego, a dostaje gwałt na żywo. A przynajmniej tak twierdzi główna aktorka. Jeśli to prawda, to reżyserkę należałoby bić kijem golfowym. Nawet jeśli Ducey wiedziała jakie sceny będą w filmie, a w trakcie produkcji się rozmyśliła - i tak Breillat powinna przerwać kręcenie i wymyślić coś innego. Najwyżej Ducey dostałaby karę finansową za złamanie warunków umowy. Co do samego filmu - niestety, można umrzeć z nudów.
-
(8.5) Długi dokument, kręcony "w stylu typowego dokumentu o filmie", ale ogląda się z rosnącym zaciekawieniem. To jest w ogóle niesamowite, tworzyć film, pracować w branży filmowej. Tyle się namęczysz i napocisz, konflikty, problemy wszelkiego rodzaju, nie wiadomo czy to co robicie, ma jakikolwiek sens. Później rozczarowanie, kiepskie recenzje. Po dekadach absolutny klasyk, ech. A pomyślmy ile filmów się nie udaje, albo ile nie zostaje zauważonych.
-
-
-
(1.4) Baz Luhrmann? No to dajemy 1. Co to jest za pajac. Co to w ogóle ma być? Parodia parodii, o co chodzi? Nie ma czasu na niczym zawiesić oka, wszystko podane w tiktokowych mignięciach. Żenujące CGI i moje "ulubione" skretyniałe przejazdy kamerą przez budynki i drzwi. Popularne piosenki rżnięte piłą mechaniczną. Broadway niszczy ten film, zwłaszcza ta przepiękna aranżacja sceny, kolorów i oświetlenia.
-
(7.1) 6 Oscarów, w tym za film roku, jednak w rankingach wszech czasów ciężko go znaleźć. I nawet to rozumiem bo to nie jest wybitny musical. Zwłaszcza sceny niemuzyczne prezentują się kiepsko. Miał to być szybki, ekscytujący i błyskotliwy film ze świetnymi piosenkami, ale niestety nie jest. Wolę musical na Broadwayu.
-
-
(9) Muzyka, Bancroft, Hoffman, szybki film bez zbędnych minut. O tym już wszystko powiedzieliśmy. "The Graduate" jest dla mnie bardzo osobisty z trzech powodów. O jednym nie będę tu pisał publicznie. Ale drugi - samotność bohatera, strach przed nudą życia, presja na jego karierę, tak. A to, że Benjamin ma ustawione życie i wpływowych rodziców - nie o to chodzi. Uniwersalność jego smutku przebija granicę i moje serce. I po trzecie, bunt jakiego dokonują z Elaine (szkoda, że tak słabo rozpisana
-
(8.6) Nawet lepsze niż "Historia z Tajpej". Dużo się dzieje w scenariuszu, można się zgubić. Może bez arthouse'owych ujęć, jak w innych, wolniejszych filmach Yanga, ale za to szybsza akcja. W końcu to terroryści, co nie.