Szanujemy Twoją prywatność i przetwarzamy dane osobowe zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych.
Razem z naszymi partnerami wykorzystujemy też pliki "cookie".
Zamykając ten komunikat potwierdzasz, że zapoznałeś się z polityką prywatności i akceptujesz jej treść.
Grifter
Użytkownik-
Ośmioletnia Mary zaprzyjaźnia się z mieszkającym na drugiej półkuli czterdziestoletnim Maxem.
-
107 lutego
Que Sera Sera. Jeden z najpiękniejszych filmów o przyjaźni jakie widziałem. No i nigdy nikt nie uchwycił lepiej problemu "zespołu Aspergera". I agorafobii. I ciężkiej depresji. Wszyscy mamy problemy ze sobą. Ale ten film niesie optymizm. Prawdziwe światło. A z zakończenia wielu później kopiowało np. w "Gambicie Królowej". Cudo. -
-
Bezimienny kierowca postanawia pomóc mężowi swojej sąsiadki w anulowaniu długu u groźnych bandytów.
-
1024 stycznia
Opus magnum Refna. Nigdy wcześniej i później nie zbliżył się do poziomu arcydzieła. Niesamowity przykład jak z żałosnej książki (nie czytajcie!) wysmażyć wielkie kino. Sceny pościgów utopione w wybitnej ścieżce dźwiękowej. Pełne dosadnej przemocy kino jednocześnie korelujące z czystą miłością. Każda scena to mistrzostwo kadrowania i budowania klimatu. Nic dziwnego, że Refn zgarnął w Cannes nagrodę za reżyserię. Stworzył prawdziwe, hipnotyzujące cudo! -
-
Sytuacja na Pandorze staje się coraz bardziej napięta, gdy Jake i rodzina Neytiri napotykają nowe agresywne plemię Na'vi.Widowisko zachwyca. Ten seans to tylko kino w trójwymiarze, inaczej nie zrobi to żadnego wrażenia, tym bardziej, że Cameron pogonił w piętkę. Spodziewałem się, że tak, jak w drugiej części wykreuje całkiem nowy świat - tym razem ognia, z nowymi potworami i stworzy depresyjny klimat świata popiołu rodem z Mad Maksa. Niestety - on połączył po prostu jedynkę z dwójką i po raz trzeci stworzył taki sam film. Wizualnie zapierający dech jednocześnie do bólu wtórny. Mam już dość!
-
Dziewczyna Brendana zostaje zamordowana. Chłopak rozpoczyna poszukiwanie sprawcy.Kino noir żyje. Debiut Riana uzmysłowił mi, że wciąż są ludzie, którzy, po pierwsze czują wielki respekt do klasyki tego gatunku i potrafią zaadaptować ją do dzisiejszych czasów, a po drugie, tchnąć w to wszystko ducha nowoczesności. Pierwszorzędny kryminał, w których tchnięto koncept, by dorosłych bohaterów zastąpić młodziakami z liceum. Tu oglądamy prawdziwy dramat, w którym kilkunastolatkowie mają bagaż doświadczeń tudzież psychikę ukształtowaną jak ich dorośli odpowiednicy. Noir żyje!
-
Przed sądem w Norymberdze stają członkowie hitlerowskiego wymiaru sprawiedliwości, którzy mają odpowiedzieć za zbrodnie przeciwko ludzkości popełnione podczas II wojny światowej.Rozrachunek z nazistowskich zbrodni, który staje się pretekstem do rozbudowanej dyskusji o naturze dobra i zła. Nie mu tu zbrodniarzy strzelający do ludzi, ale niemiecka inteligencję, która miała stać na drodze porządku egzekwując sprawiedliwość. Co więc zawiodło? Kramer w swym filmie nieustannie o to pyta, ale nie zabiega o łopatologiczny przekaz natrętnych morałów – tutaj każdy z nas musi sam znaleźć odpowiedź. I choć Stanley męczy nas zbyt długim metrażem, wciąż kreśli dramat najwyższej próby
-
Amerykański psychiatra wchodzi w psychologiczną grę z Hermannem Göringiem, by zdobyć niezbite dowody jego winy.Maniery Maleka nie da się dłużej znosić, ale Crowe cięgnie to świetnie. Szans w starciu ze świetnym "Wokiem w Norymberdze" nie ma szans.
-
Gdy grupa policjantów z Miami znajduje w zapuszczonej melinie miliony dolarów, wzajemne zaufanie wyparowuje, a zasady i przyjaźnie stają pod znakiem zapytania.ile coś takiego można oglądać? Grupka ludzki, wielka kasa, animozje między nimi i szukanie kreta. To już lepiej jeszcze raz obejrzeć "Infiltrację", czy reżyserskie kryminały Afflecka.
-
Światowej sławy detektyw Benoit Blanc powraca, by rozwiązać najbardziej niebezpieczną sprawę w swojej karierze.Rian robi to ponownie - pisze najlepszy kryminał świata, gdzie gra dosłownie wszystko - scenariusz, reżyseria, aktorstwo. Nawet najbardziej zgryźliwy tetryk nie miałby się do czegoś przyczepić. Dałbym ocenę najwyższą, bo to absolutnie półka najwyższa, ale mordercę jednak odgadłem, stąd oczko niżej. Agatha Christie uśmiecha się gdziekolwiek teraz jest...
-
Zrzędliwy nauczyciel historii zostaje w szkole podczas przerwy świątecznej aby pilnować uczniów, którzy nie mogą wrócić do domu. Wśród nich jest sprawiający problemy Angus.Alexander Payne to chyba ostatni człowiek, który kręci w stylu starego Holly, trochę w stylu Franka Capry - filmy o człowieczeństwie. Gdzie każdy może być inny, ale traumy, depresja i zgryźliwość - na to cierpimy wszyscy niezależnie od wieku, koloru skóry, pozycji. Dlaczego więc nie możemy się porozumieć? Tercet aktorski wybitny - każdy powinien wyjść z Oscarem (wyszła tylko Randolph, Sessa nie był nawet nominowany). To jest właśnie film świąteczny. Zamiast durnowatego Kevina.
-
Trzynastolatek zostaje oskarżony o morderstwo koleżanki z klasy. Jego rodzina, terapeutka i prowadzący sprawę detektyw zadają sobie pytanie o to, co naprawdę się stało.Nie jestem fanem serialu, ale i tak doceniam. Każdy odcinek (kręcony, w jednym długim ujęciu) ma przynajmniej jedną, wybitną i dewastującą psychicznie scenę. I dla tych szokujących momentów warto ten serial obejrzeć.
-
Młody Predator, odrzucony przez własny klan, wyrusza na poszukiwanie godnego przeciwnika.O tej serii powiedzieć można wszystko, tylko nie to, że idzie w piętkę. Dżungla-dżungla, dżungla-Nowy Jork, obca planeta, ziemia Indian (litościwie pomijam ścierwo z 2018 roku), a teraz kosmos zamieszkały przez różne stwory-potwory. Nawet jeśli poziom tych filmów jest różny to doceniam zróżnicowanie. Nowy Predzio jest zadziwiająco dobry. I choć film się w zakończeniu wykoleja (te androidy są totalnie do dupy i giną hurtem) to ta franczyza naprawdę żyje i ma się dobrze. Oby tak dalej!
-
Najemnik ostaje szansę na odzyskanie dawnego życia, gdy zostaje zwerbowany do pracy: eskortowania w samolocie cyberterrorysty znanego jako The Ghost. Jest jednak jeden problem - samolot jest pełen... WięcejW przeciwieństwie do dziadowskiego i silącego się na powagę "Bullet Train", do którego ten film jest porównywany, wypada znaczenie lepiej, bo niczego nie udaje. To B-klasowa rozrywka z debilnym scenariuszem i kuriozalnymi scenami (piła mechaniczna rządzi!). Ma być zabawnie i z przymrożeniem oka. I jest. Tylko po co to otwarte zakończenie? Bo druga część zapewne nie powstanie.
-
Ostatniego dnia służby młody sierżant armii amerykańskiej dowiaduje się, że jego kontrakt został przedłużony, a on sam musi wrócić do Iraku na kolejną roczną zmianę.Dobry obraz PTSD. Nie jest to może super film, ale ma kilka mocnych scen, jak ta w szpitalu dla rannych, czy ta, gdy napruty w trzy dupy koleś, z bronią w ręku robi okop w swoim ogródku, myśląc, że wciąż jest na wojnie. Ona nie wyjdzie z mózgu nigdy. Albo zostawi po sobie twe okaleczone ciało, albo zdewastowaną psychikę. Ale obie te rzeczy...
-
Burmistrz postanawia namówić mieszkańców do częstszego uprawiania seksu, by osiągnąć wymaganą liczbę ludności i zdobyć prawa miejskie.Niemiecka komedyjka erotyczna, którą kiedyś oglądaliśmy na imprezie. Nawet zabawne.
-
Najbardziej nieszczęśliwa osoba na Ziemi musi uratować świat przed szczęściem.Vince Gilligan to mój scenopisarki idol, ale po raz pierwszy poczułem się rozczarowany jego dziełem. O ile pierwsze cztery odcinki są świetne - będące połączeniem "The Last of Us", "Inwazji porywaczy ciał" i wątków Bogrów ze "Star Treka" z pierwszorzędną komedią i naprawdę wciągają, o tyle dalej serial szybko traci na siebie pomysł. Impet wytracił niemiłosiernie szybko. Nie widzę tu potencjału na długie lata. Panie Gilligan, zamykaj Pan to szybko!
-
Mężczyzna powraca, by rozebrać dom swojej rodziny zamordowanej podczas wojny i odbudować go w innym miejscu. Gdy odnajduje go sprawca zbrodni - dowódca Armii Czerwonej - rozpoczyna się brutalny... WięcejWolę pierwszą część, ale brakuje dziś tak rozkosznej, bezkompromisowej jatki z przymrużeniem oka. No i siekanie kacapów to sama miód i słodycz.
-
Jedni z największych superbohaterów na świecie tworzą Ligę Sprawiedliwości. Jej celem jest zwalczanie zagrożeń, które wykraczają poza ludzkie możliwości.Od filmu ciekawszy jest aspekt pozafilmowy (choć naznaczony tragedią). Czytanie o tym, co się tam "odjaniepawliło" jest o wiele ciekawsze niż sam seans. Dziwię się, że taki spec jak Whedon postanowił poprawiać takiego koszmarka. Z gówna bicz chciał ukręcić.
-
Zespół agentów FBI, pracując na terytorium Arabii Saudyjskiej, próbuje wyjaśnić okoliczności zamachu terrorystycznego.Chaotyczny w swym wyrafinowaniu montaż, na przemian z dłuższym prowadzeniem kamery za bohaterem wśród wojennego piekła. Jednym słowem kawał świetnego kina akcji i w dodatku niegłupiego. Na końcu te same zdanie wypowiadane przez dwie walczące ze sobą strony. Jedni i drudzy opierają swe działania na gwałcie i przemocy i pałają do siebie nienawiścią. I potrafią się też zaprzyjaźnić. Więc skoro tak niewiele ich dzieli, którzy tak naprawdę są gorsi? Czy może – którzy lepsi?
-
Agent 007 mierzy się z multimilionerem Aurikiem Goldfingerem, który chce obrabować Fort Knox.Laska pokryta złotą farbą. I prekursor Kung Lao. Finał co prawda kiepski, ale nie można mieć wszystkiego.
-
- Phineas and Ferb the Movie: Across the 2nd Dimension
- Animacja, Familijny, Przygodowy
- USA, Wielka Brytania
- 78 min
Tytułowi bracia przenoszą się do równoległego wymiaru, gdzie światem rządzi zły doktor, Doof.Sympatyczny. "Nie stworzyłem Niezapominatora. Pamiętałbym o tym." Ale fabułą mogli napisać ciut lepszą. -
Znużeni wakacyjną rutyną bohaterowie postanawiają dzień w dzień próbować czegoś szalonego, co doprowadza do szału ich siostrę Fretkę.Wychowywałem się na kreskówkach pod koniec lat 80 i 90. Na koniec lat 2000 nadszedł mój koniec z Cartoon Network (w latach 90 uczyłem się z nich angielskiego). Ale Fineasz i Ferb to jedynka kreskówka (obok Wodogrzmotów Małych), którą namiętnie oglądałem będąc już dorosłym. Bo jest świetna! Hej! Gdzie jest Pepe? Fantastycznej roli Wojciecha Paszkowskiego, jako Dundersztyc składam hołd. Za szybko odszedłeś mistrzu. Może nie miałeś "dobrej dętki"?
-
Bezwzględny konkwistador staje na czele buntu, którego celem jest dotarcie do El Dorado.Jestem Aguirre i zburzę stary, nieuporządkowany świat. Odnajdę mityczną krainę i zbuduję utopię stając się królem świata. A póki co, płynąc w nieokiełznaną rzekę, będącą otchłanią, pulsującego życiem nieokiełznanego świata jest królem małp. Może tylko na tyle zasługuję, może popełniłem błąd zapuszczając się w nieznane, burząc boską harmonię. Gniew Najwyższego mnie dopadł. Ale i tak dopnę swego, przezwyciężę Twój gniew i dotrę do serca Twego królestwa. Bom Aguirre…
-
Harry jedzie odwiedzić swoje dzieci. W czasie podróży spotyka Georgesa z zespołem Downa, który właśnie uciekł z zakładu dla upośledzonych umysłowo.Poetycki klimat, którym van Dormael się posługuje, by przybliżyć nam zamknięty świat upośledzonych ludzi, od których zwykły człowiek stara się izolować. Mawiał, że ich świat przypomina coś na kształt dziwacznego cyrku, którego zwykli widzowie (czyli my) możemy nie rozumieć. To świat, który przenika nasz, ale zwykli ludzie jak mogą starają się go unikać. Czego się boją? Inności? A może czystości umysłu nieskalanego złą myślą, która staje się drzazgą w oku innych ludzi męczących się w cierpieniu?
-
Val zaręcza się z córką konserwatywnego senatora. Problem w tym, że jego ojciec jest gejem prowadzącym klub nocny.Mike Nicholas to gwarancja dobrego kina. Nie inaczej jest tym razem. Komedia to bowiem, nie tyle arcyśmieszna, co wyjątkowo inteligentna i ironiczna, co już jest mistrzowskim połączeniem, tym bardziej, że wszystkie elementy współgrają ze sobą idealnie. Gej pod ręką z drag queen wyprawiają obiad konserwatywnemu kongresmanowi będący ostoją amerykańskiego purytanizmu – rewelacja, nieprawdaż? Co z tego ostatecznie wyniknie – sprawdźcie sami! Świetna komedia.
-
Niedaleka przyszłość. Większość ludzi staje się wampirami, przez co drastycznie maleją zapasy ludzkiej krwi.Twórcom filmu należy się pięć minut braw za niezły pomysł i godzina biczowania za jego zmarnowanie. Temat zniewolenia ludzkości był już w kinie eksploatowany do znudzenia, pomysł by to wampiry stały na szczycie łańcucha pokarmowego uznać należy za trafiony. Szkoda tylko, że wszystko to dość szybko ulega rozproszeniu na rzecz typowej mesjanistycznej pierdoły o ocaleniu ludzkości podrasowanej kilkoma wiadrami krwi wylewanymi na kamerę. Choć kilka scen zostało zainscenizowanych dość przyzwoicie…
-
Zosia przenosi się do czasów młodości i dostaje szansę zmiany przeszłości.Pomysł zaiste niezły – bohaterka budzi się w czasach PRL i próbuje odnaleźć się w nowej-starej rzeczywistości układając swoje życie, naprawiając przy okazji stare błędy. Sytuacja wyjściowa daje ogromny potencjał, ale jej oryginalność kończy się na pozorach – reszta to już zwyczajna komedyjka romantyczna (zupełnie nieśmieszna), w zmienionym tle (Machulski wypuścił na ulice kilka starych samochodów, a operator zastosował odpowiedni filtr – ot cała różnica w świecie AD 1987, a tym AD 2000).
-
David posiada talent muzyczny. Jego wielkie możliwości zostają zahamowane przez despotycznego ojca.Szaleniec, czy geniusz? Może te dwie osobliwości tworzą portret Davida Helfgotta (w interpretacji genialnego Geofreya Rusha) – człowieka, który uciekł do zamkniętego świata sztuki i przez całe życie stara się przebijać do tego normalnego? Coś niezwykłego. Dorosły David wchodzi do baru, a wszyscy z niego drwią, uznając go za upośledzonego dziwaka i wariata. Nagle David zaczyna grać na pianinie – głosy milkną, już nikt się nie śmieje. David nie jest już szaleńcem, jest już geniuszem.
-
Załoga Enterprise udaje się do Romulan chcących negocjować traktat pokojowy.Kosmicznej podróży pod pieczą Picarda część ostatnia. Z jednej strony chyba najbardziej emocjonująca, napakowana akcją, ale także zachowująca swój spokojny rytm, będący elementem rozpoznawczym serii. Nawet jeśli historia momentami epatuje dziwnymi rozwiązaniami, a w finale raczy nas szantażem (śmierć jednego z członków załogi) to jednak film i tak wychodzi na tym zwycięsko, bo fanów Enterprise z pewnością porwie. I pewnie tylko ich. Dobre zakończenie kosmicznej podróży. Ad astra!
-
Kapitan Picard wraz z dzielną załogą postanawia stanąć w obronie garstki mieszkańców planety Ba'ku, co oznacza wystąpienie przeciwko Federacji Planet.Kosmicznej wędrówki ciąg dalszy. Ta część ma w zasadzie wszystko co stało się znakiem rozpoznawczym serii i pod tym względem nie zawodzi, z drugiej strony nie wyłamuje się ponad ustalone ramy sagi. Nastąpił za to znaczny fik w sferze wizualnej (to był najdroższy ze wszystkich Treków) – tutaj cała kosmiczna wędrówka została wygenerowana komputerowo i trzeba przyznać, że gwiazdy i wszystkie mgławice jeszcze nigdy tak pięknie nie wyglądały. Ad astra!
-
Walcząc z wrogą cywilizacją Borg, okręt Enterprise przenosi się w czasie do momentu pierwszego kontaktu Ziemian i kosmitów.Ósemka kiedyś mnie nie porwała. Synkretyzm gatunkowy męczy. W swym rozchwianiu między dramatem, a komedią kosmiczna przygoda w tej odsłonie mnie rozdrażniła. Twórcy prowadzą narrację dwutorowo. O ile dramatyczna część filmu na Enterprise ma zarówno tempo jak i psychologiczne zacięcie (vide zabicie przez Picarda członka załogi zainfekowanego przez Borga), o tyle druga (o gościu lubiącym pociągnąć z butelki, którzy ma przekroczyć prędkość dźwięku) męczy. Po latach tą część doceniłem bardziej.
-
Kapitan Picard, dowódca Enterprise, trafia na ślad spisku, przez który wiele lat wcześniej flota straciła okręt wraz z załogą.Swoiste przejście między starą a nową generacją. Ktoś, kto miał wcześniej już styczność z serialem „Star Trek: The Next Generation” (w latach 90 chłonąłem go niczym gąbka wodę), z pewnością łatwiej się przestawi na nową załogę Enterprise. Co prawda nie podoba mi się nachalne wplątanie w to wszystko Kirka w zakończeniu tej wyprawy, choć zdaję sobie sprawę, że to swoisty ukłon w stronę fanów starej brygady. Legenda żyje!
-
Kapitan Kirk zostaje obarczony winą za atak na poselstwo Klingonów. Z pomocą przyjaciół musi oczyścić swoje imię i odnaleźć prawdziwego zdrajcę.Po marnej piątce mocne odbicie od dna. Kosmicznej przygody na wysokim poziomie ciąg dalszy. Jak trudno utrzymać pokój, jak o niego walczyć i jak wznieść się ponad wszelkimi podziałami. Film z duszą, sięgający piękna w nastrojowym pożegnaniu ze starą ekipą w zakończeniu filmu (właśnie za nie, dodałem do końcowej oceny jedną gwiazdkę). Pewna era się kończy, by inna mogła mieć swój początek.
-
Okręt Enterprise zostaje uprowadzony, a porywacz zmusza załogę do obrania kursu na miejsce w galaktyce zwane "ostateczną granicą".Wyróżnienia Złotymi Malinami za najgorszy film roku i najgorszych aktorów z pewnością nie są dobrą rekomendacją. To najgorszy epizod z całej 10-częściowej sagi, choć nadal gdzieś w tym marazmie prześwitują promienie słońca starego dobrego Star Treka. Shatner za sterami reżysera pozazdrościł chyba lekkiemu klimatowi rodem z czwórki, który tu zupełnie się nie sprawdził. To wędrówka po kosmosie pełna infantylizmu i dziecinnych zachowań bohaterów przypomina drogę przez mękę, (mizerne, mdłe gagi).
-
Kapitan Kirk i jego dzielni towarzysze decydują się na ryzykowną podróż w czasie, by ratować Ziemię.Gdy pierwszy raz oglądałem film w latach 90 nie nastroił mnie pozytywnie. Wynudziłem się, a po seansie miałem uczucie zmarnowanego czasu. Dzisiaj moje odczucia są zgoła inne, choć niesmak pozostał. Zmieniona formuła popchnęła Star Treka na inne tory, okleiła to komediową konwencją o zderzeniu cywilizacji przyszłości z teraźniejszością, co mi się nie podoba. Zamiana kosmicznej wędrówki na wałęsanie się po powierzchni Ziemi jest słabe, tym bardziej, że główna oś fabuły (humbak!) jest dość marna.
-
Kapitan Kirk decyduje się uprowadzić okręt i odszukać ciało przyjaciela.Prawdopodobnie moja ulubiona część sagi! Emocjonowała mnie kiedyś, porwała mnie później, porwie i jutro. Raz, że powraca Spock (stopniowo, to stopniowo), dwa, że pojawiają się Klingoni (z najbardziej zadziornym dowódcą w historii serii), którzy dają mocnego kopa produkcji. Science–fiction z wyższej półki, a kinowy Star Trek ani wcześniej, ani później nie będzie chyba aż tak dobry jak teraz (choć można z tym twierdzeniem oczywiście polemizować). Klasa!
-
Dzielna załoga Enterprise musi stawić czoło szukającemu zemsty tyranowi - Khanowi.Pierwsza część była kinem fantastyczno-naukowym Druga przeszła metamorfozę, słowo „naukowe” poszło w niepamięć, postawiono na czystą fantastykę i akcję. I wcale nie wpłynęło to negatywnie na produkcję. To wciąż ten sam, niezapomniany klimat wędrówki po krańcach wszechświata, może nieco bardziej obarczonej akcją, ale wciąż fascynującej, zarówno obrazem, jak i galerią postaci, z którą nie sposób sympatyzować. Jakby nie patrzeć jedna z najbardziej lubianych przez widzów część sagi. Khaaaaaaan!
-
W kierunku Ziemi zmierza tajemniczy obiekt. Powstrzymać go próbuje załoga statku Enterprise pod dowództwem kapitana Kirka.Jedynka jest pięknym kinem fantastyczno-naukowym, w swym gatunku naprawdę znakomitym, choć dla większości widzów produktem zwyczajnie nudnym (ja zawsze zaliczałem to na plus, bo jest trekki, a "świetlówek" nie znoszę). Rzecz zbliżona do "2001: Odysei Kosmicznej" (jak kopiować od od arcydzieła), czy idei transhumanizmu, która po latach wciąż jest ciekawa i nadająca się do interpretacji. Piękna przygoda. Ad astra!
-
Wielka powódź zalewa planetę. Oglądamy, jak w dniu, który może być ostatnim w historii Ziemi, toczy się desperacka walka o uratowanie dziecka z zalanego mieszkania.Najciekawsze w tym filmie jest to, że wcale nie opowiada o tym, o czym myślisz. Dystopijne połączenie wątków gry "Horizon: Zero Dawn" z niektórymi odcinkami Black Mirror. Może to i wtórne. Ale całkiem fajne.
-
Weteran misji kosmicznych i ambitna pani naukowiec krążą po orbicie Ziemi na uszkodzonym promie.Jedno z najpiękniejszych doznań kinowych. Widziałem w kinie trzy razy - wtedy zachwycałem się obłędna stroną techniczną (3D). Późnej już na mniejszym ekranie (pięć kolejnych seansów) zawsze widziałem walkę o życie, w krańcowej beznadziei. O swe życie warto walczyć do końca. I to jest sedno filmu. Piękna opowieść o walce. A kosmos jest piękny. I zabójczy jednocześnie!
-
Podstarzały hazardzista wspomaga nowo poznanego Johna. Ta decyzja zmienia życie obu mężczyzn.Sydney? Hard Eight? A po polsku "Ryzykant". Nie miał szczęścia w swym debiucie Paul Thomas Anderson do wytwórni - nie tylko zarżnęli mu tytuł, to jeszcze przemontowali mu film. A zakończenie zostało całkowicie zmienione. Czy prawdziwe, do bólu pesymistyczne, zostało w ogóle nakręcone? Dobry debiut, szkoda, że nieco przycięty przez wytwórnię.