Baza recenzji
-
(5) Czy taki film chciałbym obejrzeć raz jeszcze? No nie. I to jest główny zarzut. Historia dwóch przestępców, których losów nie mam ochoty śledzić. Ciekawie prezentują się tu antyAteny. Acha, jeszcze to otwarte zakończenie. W tym przypadku nietrafione, chciałbym się dowiedzieć czy chociaż im się uda czy nie, albo co z tym dzieciakiem i Tatianą.
-
brak pomysłów na rozwinięcie bohaterów, chaos narracyjny, uboga warstwa muzyczna
-
-
Więcej
Można odczytać jako hołd i archiwalny gest pamięci. Jako seans filmowy pozostaje jednak propozycją skrajnie wąską: statyczną, przegadaną i trudno angażującą. Dla osób spoza kręgu zainteresowanych historią nowojorskiej bohemy i fotografii artystycznej będzie to doświadczenie letargiczne, z którego niewiele zostaje po wyjściu z kina.
-
Niby montaż równoległy i płynniejszy, a narracja liniowa. Powinno się więc oglądać lepiej niż poprzednią część. A jednak nie czułem aż takiego napięcia i emocji (ja się wzruszyłem na 1), jak wcześniej. Wiało nudą, choć w jednym momencie aż mnie skręciło. Ale scena z Kelsonem w rytm utworu Iron Maiden. Jezu Chryste, a raczej o Szatanie! Zapamiętam ją na zawsze. Bardzo mocna rola O'Connella! No i finał mi bardziej siadł tym razem.
-
(7,5) "I dlatego nazywają mnie (...) mistrzem suspensu" Męki i trudy państwa Hitchcock (rewelacyjni Hopkins i Mirren) podczas tworzenia "Psychozy" (dwie sceny zapadają w pamięć: gdy Hitchcock "pomaga" kręcić pamiętną scenę pod prysznicem oraz jego "dyrygowanie" w holu podczas premiery, za to sceny z Edem Geinem wydają się być zbędne)
-
A niech już będzie te 6/10 w zaokrągleniu. Dlaczego? Bo Dek to spoko ziomal. Bo Elle gra nieźle. Bo uśmiałem się z tych nóg. Tylko te stwory takie disnejowe. Od Dana najlepszy jest animowany "Pogromca zabójców" (najbardziej brutalny i kreatywny).
-
Koszmar powraca do Woodsboro po raz czwarty i...ta część także spełnia wszelkie wymogi dobrej horrorowej rozrywki. Uwielbiam tą serię za momenty autoironii i zabawę z konwencją. Aktorzy ponownie odnajduja się w swoich rolach, także przy udziale młodego pokolenia. Zawsze się zastanawiam ile jeszcze w tych małych miasteczkach jest ludzi do wymordowania -tam to dopiero musi być kryzys demograficzny.
-
Ten serial zmienił telewizję i przez niemal dekadę rządził niepodzielnie na małym ekranie. Pierwsze sezony są wybitne -od 6. nastąpił spadek formy spowodowany brakiem materiału książkowego (ech ten Martin) i wybrykami twórców. Choć finał rozczarował-całość była i pozostanie fenomenem. Smoków nigdy dość na ekranie. Dracarys!
-
Dzięki tej grze bardziej doceniłem The Last of Us. Jest podobna, tylko drewniana, nudna i szarobura.
-
Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że historia nie idzie na łatwiznę. Bohaterowie mają głębię, ich decyzje ważą dużo, a emocje – od strachu i gniewu po miłość i silną więź – są autentyczne. To już nie tylko walka o planetę, ale o rodzinę, przyszłość i własną tożsamość. Doceniam też brak tanich, szokujących zagrywek dla samego efektu.
Dynamiczna akcja, przeplatające się wątki i poczucie skali sprawiły, że czułem się w centrum wydarzeń. To kino z własną tożsamością – dla mnie pełne 10/10.
-
(3,5) Gdyby świat wyglądał tak jak w tym filmie to pomyślałbym ze najbardziej to ludzie lubią ... komplikować sobie życie (przy czym kobiety mają do tego większe predyspozycje ;)) A tak na poważnie to pomysł był dobry ale finalnie słabo to wyszło i żadna z historii nie angażuje (no może poza tą z Fosterem i ... nachalną Brazylijką) Ps. "Czytanie jest dla biednych marzycieli" ;)))
-
Toż to rosyjski Half-Life 2! Frajda podobna. Słaby początek, ale szybko dostajemy moce i zaczyna się zabawa.
-
7.516 lutego
- 1 komentarz
-
Ciekawa wariacja na temat współczesnej polaryzacji społecznej, zaskakująco imitująca rzeczywistość, zwłaszcza tą znaną z obrazów z USA. Anderson to twórca bardzo wymagający dla widza i czasem może powodować zmęczenie -jednak kunszt, realizacja i aktorzy zawsze wynagradzają to widzowi jest filmów. Szacun dla niego, że wydobył z DiCaprio, który często wpada już w aktorską pułapkę samego siebie, talent komediowy!
-
6,5. Jestem zawiedziony... Intra. Motywy muzyczne. Postacie i aktorzy. Tak! Fabuła. Finał. Nie.
-
Chyba najlepsza lovecraftowa gra. Rewelacyjny klimat, takie poczucie "eerie" od pierwszych minut, groza, tajemnica, psychodela. Pod pewnymi względami podobne do ich gier z Sherlockiem Holmesem, ale jednak bardziej angażujące. Może dlatego, że jest walka i arsenał jest naprawdę urozmaicony. Tylko nie wiem po co ten otwarty świat. Podróż do kolejnych miejsc na mapie trwa dłużej niż to warte. Nie ma też jako takiego final bossa, w zasadzie jest tylko jeden boss w całej grze.