X-Men: Pierwsza klasa

2011 Film
7.5

Bardzo pozytywnie oceniony przez krytyków

7.4

Pozytywnie oceniony przez użytkowników

  • Anuluj
  • 0/500
Młodzi Charles Xavier i Erik Lehnsherr gromadzą elitarną drużynę mutantów, znaną jako X-Meni, by zapobiec III wojnie światowej.
7.4 10.0 0.0 13
Pozytywnie oceniony przez użytkowników
  • 92%
    pozytywnych
  • 13
    obejrzało
  • 5
    recenzji
  • 13
    ocen
  • 12
    pozytywnych
  • 1
    negatywna
  • 8
    Matthew Vaughn rozumie te postacie tak dobrze, że równie dobrze mógłby robić samemu wszystkie filmy z serii X-Men, a do tego stworzył produkcję, która byłaby idealnym rebootem serii, ale nawet jeśli jest jej prequelem to radzi sobie bardzo dobrze w tej kategorii. Są sympatyczne postacie, udany casting oraz dobry setting. Jedna z najlepszych części X-Menów.
  • 8
    Równie dobrze mógłby być to reebot całej serii a nie jedynie prequel do trylogii ale i tak jest na serio świetnie. Lepszy start z marką niż produkcja z 2000 roku, świetna relacja Xaviera i Mangeto, gdzie obydwaj wypadają lepiej od swoich poprzednich wcieleń, świetny klimat, wiarygodni bohaterowie, cameo Wolverina i wplecienie wszystkiego w wojnę światową. Trudno mi tego filmu nie uwielbiać.
  • 8
    -Tak tu Matthew Vaughn. Kto? FOX dzwoni? Co, co mam zrobić, film o mutantach? Wiarygodni bohaterowie? Ok, jasne. Intrygę wpleść w wydarzenia historyczne? Sure.
  • 7
    To odświeżenie, które ta seria mocno potrzebowała. Świetnie rozpisano relację między Xavierem a Magneto, nowi mutanci prezentują się całkiem nieźle, a całość zrealizowano dobrze (mimo średniego CGI). Jednak kiepscy złoczyńcy, parę bezsensownych decyzji podejmowanych przez bohaterów (dla niektórych to były dla nich ważne) i mocne nieścisłości z poprzednikami (Kinberg dosłownie mówił, że film stanowi spójną część kanonu serii) nie pozwalają mi jednak filmu tak mocno, jak większość fanów to robi.
  • 8
    Nowe rozdanie i restart serii. Fantastycznie sprawdza się młoda ekipa aktorów (zwłaszcza McAvoy i Fassbender), klimat lat 60. troszkę przypomina klasyczne Bondy, a finał jest tak świetnie zmontowany, że chce się do niego wracać.