Kino

  • Średnia ocena: ?
  • Pozytywnych recenzji: ?
  • Liczba recenzji: 39 w tym 0 z oceną
  • Liczba recenzji pozytywnych: 0
  • Liczba recenzji negatywnych: 0

Recenzje

  • ?
    Choć zdecydowanie lokuje się po stronie kina gatunkowego, czerpiącego w takiej samej mierze z historii Korei, co ze znanych schematów narracyjnych, nie znajdzie poklasku u szerokiej widowni. Jest propozycją dla tych, którzy ponad szybką akcję i widowiskowość przedkładają rozwikływanie tajników wyrafinowanej gry dwóch inteligentnych graczy.
  • ?
    Z pewnością przypadnie do gustu wielbicielom spokojnego, delikatnego, poetyckiego kina. Nie zmienia to jednak faktu, że Ozon nie wychodzi poza prawdy powszechnie znane: ani nie tworzy szczególnie oryginalnej "herstory", ani nie mówi nic odkrywczego o obecnej sytuacji politycznej.
  • ?
    Niestety, adaptacja sztuki Handkego nie przełamuje złej passy reżysera, który od lat nie stworzył udanego filmu fabularnego. Całości nie ratuje nawet piękna, kojąca sceneria, która mogłaby się świetnie sprawdzić np. w reklamie funduszu emerytalnego. Szkoda, że spokój i wyciszenie nie są w "Pięknych dniach" świadectwem artystycznej dojrzałości, ale twórczego uwiądu.
  • ?
    Tymczasem Besson solidną strukturę zastępuje rozbudowanymi nadmiernie sekwencjami, w których rozkoszuje się poszczególnymi obrazami czy pomysłami. To osłabia zainteresowanie akcją, ale może się podobać; świat Valeriana zapewne znajdzie sporo egzegetów.
  • ?
    No cóż, widowisko dla miłośników filmu kopanego, ocierające się o ważną sytuację polityczną, to jednak coś do oglądania. A przy okazji i do słuchania, bo ścieżkę dźwiękową wypełniają dobre, nostalgiczne przeboje, od George'a Michaela po Davida Bowie. Czegóż więcej trzeba?
  • ?
    Pozostaje mieć nadzieję, że "Kedi" to tylko początek serii, która rozprzestrzeni się w kinematografii jak rozprzestrzenili się superbohaterowie Marvela.
  • ?
    Ostrze satyry nie sięga w filmie zbyt głęboko, co nie zmienia faktu, że obraz krytyka, których kiedyś brylował w kuluarach filharmonii, a teraz sprzedaje bilety w wesołym miasteczku, może być dla wielu dotkliwy. Życie nas wszystkich coraz bardziej przypomina rollecoaster - pytanie tylko, kiedy z niego wypadniemy.
  • ?
    Można odnieść wrażenie, że ten film powstał po to, żebyśmy przecierali oczy ze zdziwienia. Powodów jest wiele. Najważniejszy, który zapracował zresztą na sukces serii, to absolutna powaga w portretowaniu międzyrasowego starcia ludzi i człekokształtnych, całkowite wyprowadzenie historii ich konfliktu poza nawias ironii, kampu, konwencji.
  • ?
    Chwilami poruszający lecz po pewnym czasie nieco monotonny i nie sumujący się w oczekiwaną całość. Raczej w luźny zbiór wielu epizodów i psychologicznych miniatur. Dwudziestu jeden, jeśli zawierzyć tytułowej zapowiedzi.
  • ?
    Nolan nie epatuje wojenną przemocą, w której eksponowaniu tkwiła siła choćby pierwszej sekwencji "Szeregowca Ryana" Spielberga, przeciwnie - w tej opowieści chodzi nie tyle o odtwarzanie rzeczywistości, co o budowanie szczególnego nastroju tamtej chwili.
  • ?
    Coppolowie przyzwyczaili nas jednak do dzieł autorskich, a w przypadku Eleanor jest nieco inaczej. Z jednej strony, jej film pachnie winem i jedzeniem, a z drugiej - zalatuje poradnikiem dla znudzonych gospodyń domowych.
  • ?
    Kuosmanen okazał się znakomitym realistą, wyczulonym na niuanse. Obok emocjonalnego napięcia w "Olli Mäkim" niepostrzeżenie pojawia się subtelny i bardzo ciepły humor.
  • ?
    W swym "chodzeniu po ziemi" Parker będzie więc coraz bardziej sam, bo otaczają go kompletnie umowne, konwencjonalne postaci, jak chociażby przyjaciel z nadwagą czy właściciel baru kanapkowego. Należy jednak przypuszczać, że zabójcze prawo serii pewnie pozbawi postać Petera Parkera tego melancholijnego rysu.
  • ?
    Do pewnego stopnia w "Darkland" wpisana jest ta pesymistyczna diagnoza, ale jednocześnie reżyser odchodzi od publicystycznej doraźności. Tworzy film - bardzo zresztą zręcznie, z dużym wyczuciem napięcia, nawet jeśli akcja jest przewidywalna, bo powtarza schemat historii o zemście - na kształt przypowieści. To współczesna baśń o tragicznym samotnym wojowniku.
  • ?
    Nie jest to może wielkie kino, ale potrafi działać oczyszczająco. Gdybyż tylko rzeczywistość poszła w ślady sztuki!
  • ?
    Nakreślony przez Machulskiego obraz współczesności jest tyleż zabawny, co przeraźliwie znajomy. A nade wszystko: przerażający.
  • ?
    Zważywszy, że to pełnometrażowy debiut, aż strach pomyśleć, co Oldroyd pokaże w kolejnym filmie.
  • ?
    Dokument szorstki i partyzancki - nie ma żadnych wątpliwości, że powstawał w ekstremalnych warunkach, w samym środku współczesnego wojennego piekła, które pochłania także dzieci i cywilów. A jednak kiedy widzimy, że sceny ukazujące szczątkowe życie prywatne i odpoczynek bohaterów są nakręcone równie niedbale jak sceny akcji ratunkowych, odnosimy wrażenie, że i trzęsąca się kamera jest tu czymś więcej niż koniecznością.
  • ?
    Żeby naprawdę zanurzyć się w doświadczeniu "Czerwonego żółwia", trzeba porzucić toporne narzędzia.
  • ?
    Tweel wyselekcjonował materiał w taki sposób, żeby poświęcić najwięcej miejsca najbardziej dramatycznym i znaczącym momentom życia bohatera. Przez to, paradoksalnie, umknęła mu kwestia najistotniejsza, czyli rzeczywisty stan ducha i umysłu Stevena i jego żony Michel.
  • ?
    Niestety, jako widzowie nie otrzymujemy niczego poza niejasnymi sugestiami i aluzjami, jakby reżyser obawiał się mocnego dramatu w poetyce LGTB. Zamiast tego przeciąga liryczne sceny, w których oglądamy rośliny i wiele owadów, ale w których właściwie nic się nie dzieje.
  • ?
    Kulturalna i w zasadzie wierna literze tekstu ekranizacja klasycznej powieści.
  • ?
    Gudmundsson bezbłędnie wykorzystuje naturalne światło i ekspresyjną pracę kamery, pomysłowo unika ckliwości, zestawiając ujęcia bezkresnych pejzaży i romantycznych eskapad z niepokojąco syntetyczną ścieżką dźwiękową Kristiana Eidnesa Andersena. Nad wyraz subtelnie reżyser prowadzi też młodych naturszczyków.
  • ?
    Bardzo obiecujący debiut.
  • ?
    Siłą "Jak ukraść psa" jest jednak to, że sporą przyjemność z jego odbioru może mieć też widz dorosły. Pojawiają się tu bowiem nie tylko elementy bajki, ale także komedii, sensacji, filmu o porwaniu czy dramatu rodzinnego.
  • ?
    Film lalkowy o takiej perfekcji wykonania i na tak poruszający temat był jednak skazany na sukces.
  • ?
    Jakkolwiek egzotycznie - lub swojsko - nie brzmiałaby w naszym kontekście ta debata, mamy szansę obejrzeć "Samą przeciw wszystkim" pół roku później i odkryć w niej inteligentne, choć często sztampowe kino, traktujące o wypaczeniach amerykańskiej demokracji i szansie na jej uzdrowienie.
  • ?
    Napięcie między sugerowanym etnograficznym dystansem, humanizacją spojrzenia kamery, fabularnością ekranowych wydarzeń i subiektywizacją perspektywy sprawia, że "Sieranevada" zadaje pytania zarówno na temat konfliktów społecznych, przemian politycznych w krajach byłego bloku wschodniego czy procesów modernizacyjnych, jak i dyskursów realizmu, autorefleksyjności sztuki filmowej i mechanizmów percepcji. Tak wielopoziomową refleksję są w stanie podjąć tylko najwybitniejsze dzieła - a taka bez wątpienia jest "Sieranevada".
  • ?
    Krebitz chciała szokować: chciała być jednocześnie naturalistyczna - czytaj: śmiała i wyzwolona - chciała być też tajemnicza. Ale nie udało jej się zachować równowagi: nie ma wywrotowej siły, jest za to toporna, nudna dosłowność.
  • ?
    Prostota filmu i pewien rodzaj dezynwoltury, z jaką traktuje się logikę historii, są więc z początku ujmujące, ale im bliżej do końca projekcji, tym coraz bardziej irytują. Wyjściowa metafora pozostaje jednak wartością dzieła i być może niewiele zabrakło, żeby nieco lepiej wykorzystać oferowane przez nią możliwości.
  • ?
    Pod niepozorną powierzchnią skrywa zajmującą i dobrze opowiedzianą herstory, którą można się zauroczyć.
  • ?
    Mnie osobiście najbardziej ujął sposób budowania napięcia w filmie. Reżyserka nie stosuje szantażu emocjonalnego wobec widza, z godnym podziwu umiarem i powściągliwością przeprowadza go przez najbardziej nawet dotkliwe sceny dramatu.
  • ?
    Przy bardziej dopracowanym scenariuszu dzieło to mogłoby dostarczyć nam dużo sympatycznej rozrywki a nawet pewnej kinomańskiej uciechy.
  • ?
    Ogląda się z dużo większą przyjemnością niż chociażby "Drzewo życia". Z pewnością spora w tym zasługa ścieżki dźwiękowej: rockowe utwory, takie jak "Runnaway" Dela Shannona, dynamizują opowieść i trochę zmniejszają jej patos.
  • ?
    Z takim kinem jest jak z nowymi ruchami religijnymi. Jeśli mimo wszechobecnych drwin, znajdują swoich wyznawców, to w porządku. Na mnie Refn liczyć nie może.
  • ?
    Warto zobaczyć, chociażby dla kilku scen, dowcipnie i celnie ukazujących współczesny kryzys męskości.
  • ?
    Wpisują się w nurt weryfikujący transformację ustrojową i uzupełniający białe plamy w obrazie polskich lat 90.
  • ?
    Rúnarsson nie podąża utartą ścieżką.
  • ?
    Dumny ze swych dobrych intencji reżyser nie zauważa, że "Noc w Ville-Marie" okazuje się ostatecznie równie kiczowata jak film, w którym występuje Sophie Bernard.