Rok 1757, w amerykańskich koloniach trwa wojna angielsko-francuska. Wychowany przez Mohikanów Nathaniel, nazywany Sokolim Okiem, spotyka córkę brytyjskiego dowódcy, Corę.
- Aktorzy: Daniel Day-Lewis, Madeleine Stowe, Russell Means, Eric Schweig, Jodhi May i 15 więcej
- Reżyser: Michael Mann
- Scenarzyści: Philip Dunne, Michael Mann
- Premiera DVD: 14 listopada 2002
- Premiera światowa: 26 sierpnia 1992
- Ostatnia aktywność: 28 września 2025
- Dodany: 24 stycznia 2018
-
Oceny krytyków
-
Oceny użytkowników
-
Recenzje krytyków
-
WięcejTo z pewnością opowieść, która porywa widza od pierwszych minut i nie daje ani na chwilę oderwać wzroku. Już po pierwszym seansie zobaczycie, że ta pozycja wejdzie do grona waszych ulubionych filmów.
-
WięcejCzyżby "Ostatni Mohikanin" to opus magnum Michaela Manna? Na pewno to najbardziej wyjątkowy film w dorobku tego reżysera, pełen emocji, liryzmu, ale bez popadania w patos.
-
WięcejW ramach gatunkowych konwencji film stara się - i udaje mu się to - przywoływać podziw dla cywilizacji, która w harmonii z naturą, w poszanowaniu dla własnej duchowości przetrwała wieki.
-
WięcejŚwietne tempo, reżyseria, piękne zdjęcia, niesamowita muzyka, niepowtarzalna atmosfera i niezapomniany, emocjonujący finał - te wszystkie atuty składają na film wielokrotnego użytku, przykład świetnej adaptacji, twór idealny lub przynajmniej bardzo ideałowi bliski. Krótko mówiąc, wielkie kino i pozycja obowiązkowa w każdej filmowej kolekcji.
-
-
Recenzje użytkowników
-
Muzyka to istne arcydzieło, znajduje się tu jedna z moich ulubionych scen ever - to ta końcowa, w rytm muzyki Trevora Jonesa - Promontory, ciarryyyy. No i ta cudowna sceneria <3 Idealne proporcje romantyzmu i patosu przez co nie jest tak irytujący, czy wręcz komiczny jak chociażby Patriota z Gibsonem. Dla mnie jako nastolatka był to cudowny film, nie wiem jak teraz - nie wykluczam, że mógł się mocno zestarzeć ale sentyment już pozostanie na zawsze.
-
Jeden z tych filmów, które zajeżdżałem na VHS po wielokroć. Kilkanaście seansów się z tego zrobiło.
Plus cudowna ścieżka dźwiękowa, jedna z najlepszych w historii kina, ale bez żadnych nagród (jakim cudem?). Dziś słusznie mająca status "kulciaka" i arcydzieła muzycznego.
Film obejrzałem kilkanaście razy. Muzykę słuchałem kilkadziesiąt.
Już sam nie wiem co lepsze - genialna muzyka, czy genialny film?