Bejtmen

Użytkownik
  • Michał Kaszubowski
  • Mężczyzna
  • 24 lata
Debiut reżyserski jako reżyser trudnych spraw: https://youtu.be/G9bmlNVO-HY
  • Ostatnio obejrzany film: 17 stycznia 2020 (wczoraj)
  • Na Mediakrytyku od: 16 października 2018 (1 rok temu)
  • 6.6
    6.6
    5.4
    5.4
    3
    Nie mogę zrugać tego filmu doszczętnie, bo jest w nim parę fajnych elementów. Ogólne artystyczne jechanie po bandzie jest nawet spoko, wątek nauczycielski czy końcówka także. Jednak ten film cierpi na brak reżyserii tego bardziej utalentowanego Żuławskiego. Odnoszę wrażenie, że Ksawery wrzuca do worka wszystkie pomysły jakie przyszły mu tylko do głowy. A w przeciwieństwie do reżyserii ojca, ten niewątpliwie lepiej panował nad scenariuszowymi puzzlami.
  • 7.2
    7.2
    7.4
    7.4
    7
    Lubię ten film głównie za to jak błyskotliwy jest w swoich dialogach i jak kapitalnie oddziałują na siebie postacie, co tworzy bardzo przemyślaną, logiczną strukturę. Scenariusz to Mount Everest w kategorii pisania dialogów. Hopkins i Pryce to jeden z najlepszych ekranowych duetów ostatniej dekady. A Charlone tworzy wyśmienitą ekranową plastykę. Szkoda tylko, że gdzieś w drugiej połowie drugiego aktu gubi tempo - tutaj scenariusz niestety nie pomaga, na szczęście na koniec wraca na właściwe tory
  • 7.6
    7.6
    6
    Dupieux jak już nas przyzwyczaił jest reżyserem, którego filmy trzeba czytać. I absolutnie nie ma potrzeby bać się tego zjawiska, bo jego filmy wbrew pozorom nie są trudne. Quentin operuje dość prostymi znakami, ale fantastycznie bawi się wszelkiego rodzaju alegoriami i metaforami. Tutaj nie jest inaczej. Mam jednak niedosyt, bo brakuje tu trochę innowacji, bo po pewnym czasie sama fabuła może zmęczyć prostotą i powielaniem tropów interpretacyjnych. Mimo wszystko Dupieux wychodzi obronną ręką.
  • 7.4
    7.4
    7
    Sporo podobieństw do "Rush" Howarda. Oczywiście oba są biografiami z szybkimi samochodami w tle. Oba świetnie opowiadają o pasji. Oba bardzo fajnie inscenizują wydarzenia na torze. Mają bardzo wyraziste pierwszoplanowe role i co ważne po prostu nie ukrywają, że korzystają z typowych hollywoodzkich scenariuszy, z wieloma powtarzalnymi wadami. Obaj reżyserzy ogrywają to jednak w taki sposób, że nadal przyjemnie się to ogląda. FvF dołącza do grona przedstawicieli najlepszych sportowych biografii.
  • 7.7
    7.7
    7
    Lubię ten film za to jak wygląda. Fantastyczna warstwa wizualna, kolory, scenografia, kostiumy i aktorki od których nie można odciągnąć wzroku. Nie lubię natomiast głównie za to, że Sciammie zabrakło tutaj konsekwencji, którą miał Wook Park w "Służącej". Reżyserka ma zaciągnięty hamulec ręczny i to widać, bo postaci, chemia i zresztą wszystko co dotyczy głównego wątku aż prosi się, żeby jeszcze bardziej wybrzmiało. Nie jestem też fanem epilogu, ale emocje raczej prawdziwe i kilka scen klasa.
  • 6.3
    6.3
    5.9
    5.9
    6
    Zdaję sobie sprawę, że jednak lubienie tego filmu nie jest popularną opinią, ale lubię go, nawet jeśli sporo rzeczy mi tu nie gra odpowiednio. Scenariuszowo nie uświadczymy tutaj fajerwerków, a historia daje na to potencjał. Norton jako reżyser też jest niejako schowany za obrazem i szkoda. Lubię jednak tę opowieść o społecznym wyrzutku, wielkim mieście, upadłych ambicjach, błędach przeszłości, jazzie i ludziach, którzy zawsze są tylko ludźmi.
  • ?
    ?
    5
    Malarstwo Bruegela trudno nie nazwać zachwycającym. Niestety tego samego nie można powiedzieć o filmie Majewskiego. Wszystko co wydarza się tutaj w warstwie wizualnej jest (od realizacji po same przeżycia z oglądania) niewątpliwie przejmujące i odciska na nas swoje estetyczne piętno, dlatego jest to sztuka wręcz immersyjna. Nie ma jednak usprawiedliwienia na to, że pomysły Majewskiego są ledwie sztafażem przy pomysłach Bruegela.
  • 6.0
    6.0
    5.9
    5.9
    5
    Scarlett Johansson jest już synonimem posthumanizmu. Ciekawe studium przypadku, ale po którymś już powtórzeniu tego samego motywu robi się przewidywalny. Glazerowi materiału wystarcza na średni metraż, bo nie ukrywajmy - jest tylko czymś w rodzaju przypowieści, teorii, przekazania pewnej filozofii o początkach czegokolwiek czy buncie oraz inności. Nie odmawiam reżyserowi bogatych zasobów konceptualnych, ale to nadal tylko audiowizualny pokaz.
  • 8.4
    8.4
    ?
    Bez dwóch zdań najdziwniejszy film roku. Nie mam psychiki wystawiać oceny tylko po jednym seansie. Do tego czasu ocena zawieszona. Opinia i notka w zasadzie też.
  • 5.5
    5.5
    5.7
    5.7
    6
    Ten film nie ma przede wszystkim jednej spójnej tożsamości. Kocham Abramsa za to co zrobił w FA,bo tamten film jest spełnieniem snu każdego fana SW. Multum emocji i kapitalne wizualia, nawet jeśli sporo odgrzań. Lubię Johnsona za LJi, że odszedł od klasycznych motywów z serii, za fantastycznego Luke'a i wybitne sekwencje na Crait. Nie lubię Abramsa za RoS, bo nie ma tu uniesień serc, ogólnej magii, a jest tylko odcinanie się od poprzedniej części. Zostaje tylko świetna walka Rey i Kylo.
  • 7.3
    7.3
    7.0
    7.0
    6
    Naśladuje Odyseję kosmiczną, Blade Runnera 2049 czy np. Grawitację. I robi to z ogromnym wdziękiem. Bo nie żeruje na żadnym z powyższych, a tylko dzięki nim ubogaca się. Liczyłem jednak, że punkt kulminacyjny przyniesie tę kulminację, tak się jednak nie dzieje. Mimo iż koncept finału jest trafiony, to chyba zbyt powściągliwy i bardzo płytki jeśli chodzi o wątki. Niemniej to bardzo ciepła wbrew pozorom, nie hollywoodzka i lekko filozoficzna opowieść. Zdjęcia robią wrażenie. Pitt idealny.
  • 8.4
    8.4
    9
    Kochasz i nienawidzisz jednocześnie. Oksymorony są tylko oksymoronami. A życie życiem. Czujesz, że masz wszystko, a nagle orientujesz się, że nie jesteś szczęśliwy; albo że nie jesteś odpowiedni dla kogoś innego, mimo że kochasz. Mimo że wydaje Ci się, że miłość potrafi przetrwać dosłownie wszystko, każdą najcięższą próbę. Baumbach przypomina Ci, że życie jest cholernie niesprawiedliwe, że powinieneś po prostu być dobry dla ludzi których kochasz i którzy - jak Ci się wydaje - kochają i Ciebie.
  • 6.8
    6.8
    6.7
    6.7
    7
    Ja jednak lubię ten film, choć są miejsca, gdzie ciężko go uwielbiać. Streszcza też dość ogólnie pewną filozofię i w warstwie treściowej jest dość płaskim dziełem, nawet bohaterowie mają z reguły tylko jeden wymiar. Za to czysto filmowe emocje są jednak nie do pominięcia. Każda historia ma tutaj coś do zaoferowania. Atlas chmur na sekstet z miejsca stał się u mnie jednym z najpiękniejszych filmowych motywów w historii. A narracji Bena Whishawa mógłbym słuchać w nieskończoność.
  • ?
    ?
    5
    Kino społecznie zaangażowane, poddające w wątpliwość działalność państwa, systemu, ale także patrzące krytycznie na strukturę i działania samych mediów, w szczególności telewizji, ale poniekąd też filmu. Brakuje mi tutaj bardzo wyrazistych postaci, też takich, które byłyby w jakimś stopniu przedłużeniem widza. Z pewnością zyskały ten obraz. W takim rozrachunku, problemy leżące za oceanem są tylko problemami zza oceanu, bo bohaterowie jacyś tacy nie tutejsi.
  • 8.4
    8.4
    7
    Ekspozycja czy setting z początku mogą zmęczyć i lekko odrzucić nieuważnego i niewprawionego widza. Bo film Johnsona czerpie garściami z literackich kryminałów, które masowo i za charakterystycznym sznytem detektywistycznym przenoszono na wielki ekran - nie muszę chyba dodawać jak ważna była A.Christie. Johnson panuje tutaj nad wszystkim, a intryga z każdą minutą nabiera tempa. Uwielbiam za tricki, rozwiązania fabularne, bohaterów i komentarz.
  • ?
    ?
    7.0
    7.0
    7
    Kino lubi takich naiwniaków. Lubi proste historie, gdzie bohater jest pupilkiem widza - w dobrym tego słowa znaczeniu. To jest właśnie siła tego filmu. American dream zostaje rozbite jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bo życie przecież zweryfikuje każdego i w tym przypadku zderzenie ze ścianą musiało nastąpić. Schlesinger ma jednak wyrozumiałość dla swoich bohaterów. Nawet czasem jeśli podrzuca im sporo kłód pod nogi, to zaraz potem próbuje ich złapać, żeby nie upadli.
  • 7.0
    7.0
    6
    Konstruuje ciekawy problem społeczny o akceptacji przez otoczenie i akceptacji samego siebie, zarówno w ujęciu stwarzania swojego ja, jak i stawania się sobą w oczach innego. Zaskakuje całkiem luźne podejście, humor działa, a reżyser panuje nad obrazem. Zostaje jednak wrażenie, że część stawianych pytań jest świadomie omijana i w zamian dostajemy odpowiedzi, które nas raczej nie interesują. Bo umówmy się, nie jest to na poziomie problemowym nic odkrywczego ani wytyczającego nowe szlaki.
  • 6.6
    6.6
    6.9
    6.9
    6
    Ready or Not to zabawna i często zaskakująca pomysłami na pchnięcie akcji produkcja, łącząca w sobie wiele cech horrorów z gatunku home invasion, komediowego gore czy po prostu thrillera. Twórcy nawet nie ukrywają, że powinniśmy mieć do tego filmu wielki dystans, ale jednocześnie zapewniają nam wiadome rozwiązania przypisane do klasycznych form prowadzenia narracji. Taki efekt daje nam zarówno ciekawe wariacje nt ogranych już gatunków i gwarantuje zabawę, którą już dobrze znamy, ale nadal lubimy
  • ?
    ?
    7.0
    7.0
    7
    Noe nie tylko zabiera nas w podróż. On nas w tę podróż przenosi. To niezwykle immersyjne dzieło. Początek wprowadza nas w tripowy charakter, który miałem nadzieję, będzie w takiej formie trwał do końca. Jednak narkotyczny sen - aby nie wdawać się zbytnio w spoilery - uderza później ze zdwojoną siłą. Wygląda obłędnie formalnie, a co najlepsze fabularnie potrafi zaciekawić, bo opowiada spójnie i z sensem. Szkoda tylko, że od pewnego momentu zjada trochę własny ogon.
  • 6.7
    6.7
    7.2
    7.2
    6
    Gdyby całość była naszpikowana tak świetnymi momentami jak ostatnia godzina, byłby to film o kilka klas lepszy. Nie da się ukryć, metraż pod względem dynamiki w takim filmie robi swoje. Michód odwołuje się częściej do realizmu niż efektowności. Więc np. sceny bitew stają się non-filmowymi potyczkami obrazującymi faktyczne, często powolne i brudne batalie. Próbuje zdzierać poszewkę, którą zwykło nakładać Holly, często mu się to udaje. Ale nie wiem czy równie często wychodzi z tego obronną ręką.
  • 7.5
    7.5
    8
    Nie powiem, można było trochę poobcinać. Nie ma jednak wątpliwości, to stary dobry gangsterski Scorsese. Oczywiście dopasowany do czasów, w których żyjemy. Najbardziej nostalgiczny i skupiony na dialogach i monologach. Tego chyba jednak wymagał ten film. Nie mógł być odtwórczy i nie był. W prawdopodobnie najlepszy możliwy sposób wieńczy filmografię wybitnego reżysera, wspaniałych aktorów (KAŻDY tutaj to potwierdza - w szczególności Pacino) i całego gatunku.
  • 7.3
    7.3
    7.4
    7.4
    7
    Z całą pewnością jeden z lepszych filmów o pętli. Nie jest jednak niczym ambitnym. Ubrany w sensacyjną formę sprawdzi się za to dla wielu typów widzów. Emocjonujący i zagadkowy w warstwie sci-fi.
  • ?
    ?
    9.0
    9.0
    9
    Powtórka. Najbardziej sensualny film jaki widziałem w życiu. Dopracowany w każdym najmniejszym szczególe, w każdym audiowizualnym aspekcie. Kubrick mieszając tak wiele opowieści i gatunków tworzy niezwykłe kompleksowe dzieło, które swoją świeżość zachowa co najmniej do drugiej połowy XXI wieku. Dla takich rzeczy jak część "Jupiter" żyjemy, aby doświadczać i przeżywać kino.
  • 6.5
    6.5
    5.5
    5.5
    6
    Brakuje tej szeroko pojętej magii jedynki - być może przez to, że to jednak bardziej jesienna część. Fabularnie nie ma tutaj nic odkrywczego, a powielanie schematów staje się przykrym faktem. Ani w formie, a tym bardziej w treści twórcy nie potrafią niestety niczym zaskoczyć. Nie zrażajcie się jednak, bo są fajne piosenki, humor, uroczy Olaf i jeszcze więcej uroczych postaci i całkiem przyjemnych momentów. Po prostu to poprzeczka leżała zbyt wysoko, a Frozen II jest niestety nie tą ligą.
  • ?
    ?
    6
    Nie jest to łatwy seans - czasem wymęczony, czasem nużący, nie przykuwa do ekranu i ma się chęć powiedzieć: dość, po co ja sobie to robię. Ale ostatecznie lubię ten film z kilku prostych względów. Koniec końców przesyła nam ciekawe wnioski udanie portretując poszukiwanie własnej drogi, bunt, niezrozumienie czy idolatrię. Chociażby dla tego warto odkryć.
  • 7.7
    7.7
    8
    Skromne sci-fi oscylujące w okół tematów wszechświata. Być może brzmi jak oksymoron. Ten film po części taki jest. Bo osoba, która spojrzy na gatunek i kraj produkcji, wyciągnie pochopne wnioski może się trochę sparzyć. Uwielbiam przesłanie tego filmu. Uwielbiam filmy, gdzie jedna scena potrafi zrobić całość. To są te przebłyski geniuszu. To jest geniusz. Uczmy się języków, a może bardziej komunikacji. I żyjmy, jakbyśmy mieli jedno życie.
  • ?
    ?
    7
    Brudny, brutalny, butny i bardzo... inny. Widać, że Peckinpah szarpie się z gatunkiem, a klasyczny western już nigdy nie będzie taki jak wcześniej. Metraż sprawia, że da się go odczuć, bo też nie jest to film skonstruowany na tyle świetnie, aby wszystkie mechanizmy działały bez zarzutu. Łapie przestoje, łapie niepotrzebne sceny. Ale nadrabia dynamiką innych, szczególnie tych gdzie Banda wkracza do akcji.
  • ?
    ?
    5
    To ten film powinien dzierżyć tytuł "Slow West". Podobała mi się... końcówka, chociaż nie miała prawa wybrzmieć, kiedy to żadna z postaci nie jest mi bliska, żeby nie powiedzieć, że kompletnie obojętna. I właśnie w tym upatrywałbym porażki tego filmu. Jest życiowo i powoli - w końcu to slow cinema. Jest więc też ciekawe spojrzenie na inne problemy dzikiego zachodu niże te klasyczne, często portretowane. Przede wszystkim oczami kobiety. Ale położone w najważniejszym polu. Nie wybaczam.
  • ?
    ?
    7
    Ten film uwidacznia i udowadnia wszystkie swoje najlepsze cechy, gdy nie jest prowadzony wątek główny. Bo poza tym w szczególności aktorstwo Wayne'a, szereg wyrazistych postaci, humor, nawet ciekawe zaciągi melancholijne i sprawy czysto techniczne jak kapitalne zdjęcia Hocha, nie są wstanie odwrócić wrażenia, że samo main story jest tylko pewnym zarysem, który uruchamia fabułę. I tego najbardziej żałuję w tym naszpikowanym mocarnymi momentami filmie, który nie chwyta historią - może powtórka?
  • 8.3
    8.3
    8.0
    8.0
    10
    Z całą pewnością - to najlepszy obok The Dark Knight film Christophera Nolana. Potrzebowałem oczywiście kilku seansów i z każdym kolejnym ocena rosła. To film na tak wielu poziomach wybitny, że w końcu zaczynamy zastanawiać się czy ma jakieś wady - i pewnie ma. Każdy film je ma. Ale Nolan po prostu tka swoją sieć. Memento stoi kapitalną historią, ociekającą intertekstualnością, fantastycznym mind-game. To wreszcie film, który nigdy się nie zestarzeje. Nolan udowodnił, że będzie i jest wielkim.
  • ?
    ?
    7.8
    7.8
    8
    Zdaję sobie sprawę, że większość efektów specjalnych czy charakterystyczna już chyba dla Hitchcocka rozbudowana ekspozycja w dobie superhero i XXI wieku, mogą wielu widzów męczyć czy nawet odrzucać. Nie ulega jednak wątpliwości, że Hitchcock stworzył autentyczną grozę, która czai się w tak blisko otaczającym nas świecie, którego zawsze bezpieczeństwa byliśmy pewni. Osiąga to za pomocą często niuansów, ale kiedy trzeba potrafi -jak to się teraz mówi- docisnąć pedał gazu.
  • 4.8
    4.8
    6.8
    6.8
    6
    Bądźmy szczerzy, istnieje zapewne co najmniej kilkadziesiąt lepszych puzzle films. "Trauma" w kilku miejscach się potyka kręcąc się w twistach, burzy kilka razy napięcie, nieumiejętnie daje wskazówki i potrafi zgubić logikę. Ale oddając cesarzowi co cesarskie. Anderson daje nam w zasadzie wszystko czego chcemy i czego oczekiwalibyśmy po takim filmie. Bardzo trafna propozycja na miły wieczór do herbatki.
  • ?
    ?
    7
    W zaskakująco głupi sposób mówi o poważnych rzeczach i w zaskakująco poważny o głupich. Opowiada przy tym o ludzkiej psychice, życiu w społeczeństwie, traumie czy w ogóle kreowaniu własnego JA i MNIE. Jest też przy tym pewnie jednym z może trzech filmów, które tak naprawdę spełniły warunki Dogmy. Ale jak ktoś wymyśla je w barze przy sporej ilości alkoholu i spisuje na serwetce, to potem się nie ma co dziwić. Szósty obejrzany film von Triera i szósty z tą samą oceną. Przypadek?
  • 2.4
    2.4
    2.4
    2.4
    2
    Nie wiem kogo bardziej się boję: twórców czy ludzi dokonujących aborcji - w sumie to Ci drudzy już mi nic nie zrobią, ale Ci pierwsi mogą nakręcić kolejny film. Zły na tak wielu poziomach, że nie wystarczy tu miejsca, aby napiętnować wszystkie jego grzechy. To parafilmowy twór łamiący czasami poetykę filmu sensu strikte, będący przy tym linijkowym przykładem dzieła skrojonego pod tezę i mający kartki z opisem zamiast postaci. Ale za sukces frekwencyjny szanuję, bo u nas to zawsze nośny temat.
  • 9.3
    9.3
    7.9
    7.9
    8
    To już trzeci seans tego filmu i nadal twierdzę, że to jeden z bardziej eklektycznych, a przy tym koherentnych filmów XXI wieku. Top filmów young adult, familijnych czy mind-games. I wydaje mi się, że dopiero teraz tak naprawdę rozumiem fabułę. Jest kilka zgrzytów, ale wynikają one raczej z roli debiutanta jeśli chodzi o Kelly'ego. Niemniej to nadal na wielu poziomach zachwycający film o wielu sprawach.
  • ?
    ?
    6
    Uwielbiam te postaci Bogarta i Bacall, bo on sypie kapitalnymi one-linerami, a ona hipnotyzuje urodą, ekscentrycznym zachowaniem i tajemniczością. Niestety to nadal jeden z cięższych pod względem fabularnym noir, który nie daje dużej satysfakcji w trakcie seansu i po nim. Wiem, że to prawdopodobnie jeden z głupszych zarzutów, bo nie świadczy bezpośrednio o filmie, tylko mojej trudności w odczytaniu go. Jednak powinien ostatecznie wynagradzać widza, a tego nie robi.
  • ?
    ?
    5.7
    5.7
    4
    Pokłóciliśmy się z Panem Lynchem przy okazji trzeciego sezonu Twin Peaks. Przy Inland Empire kłócimy się nadal. I obawiam się, że kłócić będziemy się nadal, jeśli nie będą to filmy proste jak Człowiek słoń, stylowe i zagadkowe jak Blue Velvet lub pierwszy sezon Twin Peaks. Bo Pan Lynch to świetny reżyser jest i potrafi wspaniale opowiadać, ale chyba mu się nie chce już w zwykły sposób. A szkoda.
  • 8.1
    8.1
    8
    Nadal nie wiem na jaką ocenę tak naprawdę zasługuje Boże ciało i prawdopodobnie do czasu drugiego sensu się nie dowiem. Ale wiem kilka innych rzeczy. Wiem, że nic w ostatnich kilkudziesięciu latach tak świetnie nie spuentowało polskości par excellence jak film Komasy. Bo to film o ludziach, nie o zepsutych duchownych, nie o bezbożnych katolikach, a o ludziach, którzy w taki czy inny sposób radzą sobie ze swoimi problemami. Dobro i zło są w każdym. Co wybierzemy? Zależy tylko od nas.
  • 7.1
    7.1
    5.8
    5.8
    4
    Bardzo prosty konstrukcyjnie i opowieściowo film. Gdyby nie kilka ciekawostek, to prawdopodobnie nie musiałbym w ogóle oglądać. Wszystko wiedziałem już wcześniej, a jeśli nie do końca to na pewno się tego domyślałem, bądź potrafiłem wywnioskować. Być może nie jestem targetem. Nie widzę tutaj też wielkich narracji nad poruszanymi problemami.
  • 6.2
    6.2
    5.3
    5.3
    4
    Do któregoś momentu to przyjemny, trochę sundance'owy film o prowincji. Całość pływa w bardzo fajnym sosie. Spokojny klimat, aura tajemnicy i zapowiedź zbliżających się wydarzeń. Niestety potem już tylko festiwal nieśmiesznych żartów, nudy i facepalmów. Jarmuscha ratuje trochę autoironizowanie i konwencja, ale sama fabuła nieangażująca, a ostatecznego pogrążenia dokonuje końcowa narracja.
  • ?
    ?
    7
    Keaton - już wtedy potwierdzał i robi to aż do dziś - jak wielkim jest wizjonerem. Realizacja jest na tyle innowacyjna, że prawie 100 lat później ten film nadal potrafi zachwycić.
  • 8.3
    8.3
    9
    Po wyjściu z kina towarzyszyło mi pewne uczucie rozczarowania. Miałem wrażenie, że trochę przeszedłem obok, że oczekiwałem czegoś innego, że cały czas czekałem na TEN moment, który nigdy nie nadszedł. Jednak z każdą kolejną godziną ten film rósł w siłę. Muzyka leciała w głowie. Taneczne ruchy Phoenixa przed oczami. Jest mocarnie, ale nie efekciarsko. I to czego się nie spodziewałem - opowiadamy raczej do wewnątrz. Będę tęsknił do powtórki na blu. That's Life.
  • 4.5
    4.5
    3.7
    3.7
    1
    Jedynkę oglądałem będąc szczęśliwym człowiekiem - nie pomogło. Dwójkę - będąc nieszczęśliwym - tym bardziej. To z całą odpowiedzialnością top Vegowych rakowisk ustępujący tylko Botoksowi i Last Minute.
  • 5.3
    5.3
    4.3
    4.3
    4
    Nawet w jakiejś małej części lubiłem bohaterów, chociaż może tylko Celie? To jednak taki taśmowy produkt Made in Netflix, który często nie obchodził mnie nawet podczas oglądania. I przyjął raczej funkcję czegoś, co leci w tle kiedy siedzimy ze znajomymi i jemy pizzę, niż pełnoprawnego Netflixowego filmu na wieczór w większym gronie. Niewykorzystany potencjał pomysłu, który to scenariusz sprowadza do pretekstowego naiwnego rom.komu.
  • 8.9
    8.9
    9
    Tak wielu filmów w tak wielce koherentnym filmie nie widziałem już dawno. Bong umieszcza tutaj wszystko. Nie podejmę się analizy, a nawet próby, bo jeden seans w przypadku Parasite to zdecydowanie za mało. Wiem tylko, że byłem pod wrażeniem, a po wyjściu z kina po prostu milczałem. Jestem przekonany, że każdy w tym filmie znajdzie coś dla siebie. Emocjonalny, gatunkowy i fabularny rollercoaster.
  • 8.0
    8.0
    7
    To film z rodziny tych naturalistycznych obrazów, które: a) nie męczą oglądaniem/fabułą, b) nie są zwykłym szantażem emocjonalnym, c) zostawiają cię nawet po seansie z wieloma uczuciami. Chyba nie muszę dodawać, że to mocny film - choć to najwyżej ze dwa prawdziwie mocne momenty, jednak nadal to przejmujące kino - z rodzaju tych, które opowiadają wyłącznie o życiu. Labaki naprawdę udanie zbudowała tę historię. Uwielbiam to zakończenie.
  • 7.4
    7.4
    7.4
    7.4
    8
    Ten film jest dowodem tego, że w naszym kraju można zrobić zajebisty film, pod warunkiem że ma się do dyspozycji zajebisty scenariusz. Lepszy od oryginały o dwie klasy - co pewnie wynika też z kulturowych przesłanek. Jeśli byłby autorskim pomysłem przeszedłby z miejsca do historii rodzimej kinematografii. Przełożenie jest jednak kapitalne. Aktorstwo i realizacja to poziom najwyższy z możliwych. Chętnie pójdę do kina jeszcze raz.
  • 5.0
    5.0
    5.1
    5.1
    7
    Zgodzę się z większością, że oczywiście można było wyciągnąć z tego filmu o wiele więcej. Ale ta historia o traumie, samotności i uciekaniu od rzeczywistości w szczęśliwą wyobraźnię po prostu mi bardzo dobrze leży. Miałbym kilka zarzutów w budowaniu dramaturgii w rzeczywistym świecie, ale ze względu na całość można wybaczyć te drobne niedociągnięcia. Natomiast świat "lalek" jest tak "very watchable", że mój wewnętrzny fan filmów i budowania historii był wniebowzięty.
  • 4.9
    4.9
    4.0
    4.0
    3
    Ten film jest prawie tak samo sztuczny jak cycki aktorem w nim grających. Ma kilka ciekawych momentów i nie można mu odmówić tego, że ładnie wygląda (Englert się spisał). Całość za to nie ma serca, emocji, dobrego aktorstwa i zresztą wszystkiego co mógłby wykorzystać ten film (być może na czym mógłby żerować - i nawet zwykłe żerowanie mogłoby mu w tym pomóc), aby być po prostu lepszym filmem.
  • 6.8
    6.8
    6.4
    6.4
    5
    Doceniam za reżyserię obrazu i aktorów. Borcuch potrafi rozsmakować się w kadrach, miejscach i dialogach. Rozsiewa fajną atmosferę, ale to niestety za bardzo męczący, monotematyczny i powtarzalny film. Bardzo się cieszę, że został doceniony. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że w przyszłości o nim zapomnimy, bo zdaje się być obrazem raczej na jeden seans. Mam też wrażenie, że Janda nigdy nie była wybitną aktorką (może poza "Człowiekiem z marmuru") i tak tu jest tylko niezła.