Pół żartem, pół serio

  • Średnia ocena: 6.3
  • Pozytywnych recenzji: 56%
  • Liczba recenzji: 18 w tym 18 z oceną
  • Liczba recenzji pozytywnych: 10
  • Liczba recenzji negatywnych: 8

Szczegóły

Rozkład ocen

  • 10
    3
  • 9
    1
  • 8
    4
  • 7
  • 6
    2
  • 5
    1
  • 4
    6
  • 3
  • 2
    1
  • 1

Recenzje

  • 4.0
    Gdyby Bodyguard Zawodowiec zrobiony był od początku do końca na serio, pewnie byłby całkiem strawnym filmem sensacyjnym. Choć raczej z tych, w których nie trzeba zbyt wiele się domyślać, bo wszystko dość łopatologicznie zostało wytłumaczone. Problem w tym, że akcja co rusz przeplatana jest coraz bardziej czerstwymi dowcipasami.
  • 4.0
    Ogląda się bez bólu, ale na zabawę z prawdziwego zdarzenia raczej nie ma co liczyć.
  • 2.0
    Od głupich komedii powinno się wymagać tylko jednego: mają być śmieszne. Ta nie jest.
  • 5.0
    Wygląda na to, że Besson w tym wszystkim mocno się przeliczył. Gdyby zrobił Valeriana i Miasto Tysiąca Planet dziesięć lat temu, wieszczono by pewnie wtedy techniczną rewolucję, a on zamiast Jamesa Camerona, zostałby jej ojcem. A tak jest jedynie rekordzistą w realizacji wyjątkowo drogiej zabawki.
  • 10.0
    Najbardziej oryginalna symfonia miejska, jaką widziałem.
  • 8.0
    Przemycając filozoficzne i religijne wstawki Reeves pokazuje przygnębiającą - i zaskakująco realistyczną - wizję rewolucji zjadającej swój ogon. I pomyśleć, że ludzie wciąż utrzymują, że letnie premiery służą wyłącznie jako tło do bezkarnego zapychania się popcornem.
  • 10.0
    Jest dla mnie dziełem spełnionym.
  • 4.0
    Coppola nawiązuje do swoich przeżyć bardzo subtelnie - na to, żeby rozliczyć się z własnym życiem spędzonym na drugim planie jest chyba po prostu za grzeczna. Zamiast wydawać fortunę na produkowane przez mnichów sery następnym razem powinna zainwestować w dobrego scenarzystę, ale jedno trzeba jej przyznać: jeśli po zobaczeniu jej filmu nie będzie się miało ochoty zarezerwować lotu do Francji, bardzo się zdziwię.
  • 9.0
    Szwedzkiemu reżyserowi Hannesowi Holmowi udał się nie lada wyczyn. Bo choć w jego filmie Mężczyzna imieniem Ove narrację budują kolejne próby samobójcze głównego bohatera, po seansie na naszych twarzach rysuje się szczery uśmiech.
  • 8.0
    Bezpretensjonalny, zabawny, niegłupi - Jon Watts, który wcześniej nie zrobił tak naprawdę... niczego, zapewnił sobie filmem Spider-Man: Homecoming sześciocyfrowe czeki i wieloletnią karierę.
  • 8.0
    Młody reżyser stawia na minimalizm, udowadniając, że w tym tkwi potężna siła. O ile jeden dobry film może być jeszcze "wypadkiem przy pracy", drugi z rzędu z pewnością takim już nie jest. Nie ma wątpliwości, rośnie nowy reżyserski talent.
  • 10.0
    Wright bywał zabawny, bywał błyskotliwy, ale nigdy wcześniej nie wydawał się aż tak pewny siebie. Zupełnie jak grany przez Ansela Elgorta młodociany kierowca prowadzi ten film z bezczelną śmiałością, rozkoszuje się tempem, jednocześnie pozostawiając sobie wystarczająco dużo czasu na to, żeby nacieszyć się mijanymi widokami.
  • 4.0
    Brak pomysłów Braff stara się wynagrodzić udziałem sprawdzonych aktorów, z których każdy robi dokładnie to samo co zwykle: Alan Alda oczywiście narzeka, Michael Caine rozrabia, a Morgan Freeman jest szlachetny, bo Morgan Freeman w filmach nie gra, tylko promienieje dobrem. Przez chwilę to bawi, a jakże, panowie dobrze się razem czują i nawet reality show oglądają, ale to już było.
  • 6.0
    Minionki trzeba polubić, ponieważ poczucie humoru jest w nich, delikatnie mówiąc, specyficzne, a są i tacy, którzy twierdzą, że prymitywne. Próżno szukać w tych filmach mądrości na miarę produkcji Pixara czy walorów edukacyjnych, ale jako rozrywka sprawdzają się całkiem nieźle.
  • 6.0
    Okropny, straszny, niezbyt dobry i bardzo zły. I tu pojawia się pewien problem natury etycznej, bo osoby takie jak ja, uwielbiające filmy okropne, straszne, niezbyt dobre i bardzo złe, popłaczą się na nim z radości.
  • 4.0
    Może służyć za modelowy przykład guilty pleasure. Co prawda śmiejemy się głównie z zażenowania, ale jednak się śmiejemy.
  • 4.0
    Choć Charlie Hunnam bardzo się stara i nawet pamięta czasem o brytyjskim akcencie, oglądając najnowsze dzieło Ritchiego - i parafrazując Samuela L. Jacksona - już po chwili ma się dosyć tych pieprzonych węży w tym pieprzonym zamku. Monty Python i Święty Graal po raz kolejny okazał się bezkonkurencyjny.
  • 8.0
    Nie ma tu zbytniego rozpamiętywania przeszłości ani też demonizowania tego, co ma nadejść. Bo w pierwszej kolejności Auta 3 to rozrywka. Inteligentna, niosąca mądre przesłanie i bardzo efektownie podana, ale jednak rozrywka.