Kasia Wolanin

  • Średnia ocena: 6.0
  • Pozytywnych recenzji: 67%
  • Liczba recenzji: 114 w tym 36 z oceną
  • Liczba recenzji pozytywnych: 24
  • Liczba recenzji negatywnych: 12

Szczegóły

Rozkład ocen

  • 10
  • 9
  • 8
    2
  • 7
    13
  • 6
    9
  • 5
    9
  • 4
    1
  • 3
    1
  • 2
    1
  • 1

Recenzje

  • 7.0
    Dopracowanym w każdym calu - od fizjonomicznego zestawienia paru głównym bohaterów, przez wspaniałe role drugoplanowe po scenograficzne detale pożyczone od Jeana-Pierre'a Jeuneta czy na świetnej ścieżce dźwiękowej kończąc.
  • 5.0
    Jakimowski wobec powagi i doniosłości historii, z jaką się mierzył, okazał się być trochę taki jak jego postacie - zaskoczone i bezradne wobec tego, co widzą i nie ogarniające tego, jak to się stało, że znalazły się właśnie w tym konkretnym miejscu i czasie.
  • 8.0
    Łatwo można by "Fantastyczną Kobietę" zaszufladkować jako kino queerowe. To jednak film dużo większy i zbyt drogocenny, by bezrefleksyjnie gdzieś go tak jednoznacznie klasyfikować.
  • ?
    Film, który w naszych czasach wydaje się być straszliwie potrzebny. Inne kino społeczne, budzące sumienia i przywracające nadzieję w człowieka. Takie, co nie tylko zgani, napiętnuje naganne postawy, ostentacyjnie wytknie błędy i zaniechania, porzucając z moralnym kacem.
  • 7.0
    Pedro Pinho udała się rzecz wspaniała. Nie użala się nad swoimi bohaterami, nie rozwodzi się nad beznadzieją ich położenia, które jest oczywistością. Z ciepłem i humorem podchodzi do ich buntu, dyskusji, marzeń o produkcyjnej kooperatywie, pokazując, jak wiele energii i zapału drzemie w tych ludziach.
  • 7.0
    Mały, niepozorny film, który bawi, wzrusza i... zaskakuje. Nie tylko dlatego, że jego głównym bohaterem jest duch w białym prześcieradle.
  • ?
    W role Maud i Everetta wcielili się kolejno Sally Hawkins i Ethan Hawke. Ona, niemalże jak zawsze, jest swojska i sympatyczna, on gburowaty i mrukliwy jak Tom Hardy. I całkiem ładnie wyglądają na tle tych wietrznych, morskich krajobrazów surowego, kanadyjskiego wybrzeża.
  • ?
    Zarówno seksowny i emocjonalny, ale też poetycki i melancholijny. Najlepszy w karierze włoskiego filmowca.
  • 7.0
    Jedyny żal do Nolana i ekipy można mieć jedynie taki, że zamiast do końca podążać za antybohaterskim paradygmatem, oni wchodzą na znaną ścieżkę kina wojennego patosu, budującego i emanującego nadzieją na lepsze jutro.
  • ?
    Jest trochę nierówny, rewelacyjne sceny przeplatają się w "The Square" z fabularnymi dłużyznami i popularnymi banałami.
  • ?
    Netzer skrupulatnie analizuje swój przypadek, ale w jego analizie panuje też spory chaos. Skacząc po różnych perspektywach czasowych, odczuwa się, iż ten zabieg faktycznie maskuje sporo scenariuszowych mielizn, nie będąc w rzeczywistości niczym więcej ponad typowy obraz o destrukcyjnym związku.
  • 6.0
    Całkiem przyjemna produkcja, dowodząca jednak tego, że pomysł twórców minionków aktualnie trochę ich przerasta.
  • ?
    Mimo że "Podwójny Kochanek" to spadkobierca zeszłorocznego "Elle", jest filmem mniej wymyślnym i paradoksalnie bardziej popowym. Stanowi jednak fajny wyjątek, bo to dzieło oderwane od prawdziwego życia, umowne, mrugające do widza okiem, proponujące bezwstydną rozrywkę zamiast poważnej zadumy nad kondycją współczesnego świata.
  • 6.0
    Akin rozwija każdy z tych wątków właściwie w oddzielny, dość szkolny sposób, podtrzymując je na barkach mocnej i wyrazistej w swojej roli Diane Kruger. "Aus dem Nichts" bliżej tym samym do solidnego kina telewizyjnego niż wielkiego, ważkiego dramatu społecznego. Film twórcy "Głową w mur" nie wstrząsa bowiem tak, jak powinien.
  • 5.0
    Sięga po różne gatunkowe klisze - kino feministyczne, erotyczny thriller, horror czy obyczajowy dramat, ale podchodząc do każdej z nich taką nieśmiałością, jak zrobiła to Coppola, sprowadziła go do poziomu pensjonarskiej historyjki, którą nastoletnie dziewczyny mogłoby opowiadać sobie na kolonii wieczorem przy ognisku. Praktycznie bez żadnego napięcia, dwuznaczności, intensywności, które wyniosłyby "The Beguiled" na poziom intrygującego misterium kobiecości.
  • ?
    Do "Happy Endu" trzeba mieć wiele cierpliwości, bo wszystko w tym filmie rozgrywa się jakby podskórnie, nieoczywiście, ale przede wszystkim wydawać się może, że układające się w dość jasny ciąg zdarzeń losy burżuazyjnej familii zmierzają trochę donikąd.
  • ?
    Najcudowniejsze są w filmie retrospektywne sceny 9-letniego chłopca z matką, dzięki którym faktycznie można uwierzyć, iż ta dwójka zbudowała ze sobą wyjątkową więź, a jej rozerwanie fatalne wpłynęło na dalszą egzystencję jednego z nich. Dorosłe życie Massima bardziej trąci już banałem, ale i tak dzięki tej onirycznej poetyce Bellocchio potrafił zatrzymać widza przy swojej historii.
  • ?
    Większość dorosłych bohaterów tej historii wygląda jak europejskie klony bohaterki granej przez Charlize Theron w "Young Adult". Nie sposób ich lubić, im kibicować oraz - co gorsze - obejść się ich kuriozalnymi problemami i jeszcze bardziej żenującymi sposobami na ich rozwiązanie.
  • ?
    Kameralne kino bardzo tłumionych emocji. Tak skrytych, że aż nieodczuwalnych. Naturalną reakcją na losy tej rodziny pozostaje więc totalne zobojętnienie.
  • 7.0
    Hazanavicius znowu po "Artyście" tworzy dzieło dedykowane sztuce filmowej. Wypełnione szczerym uczuciem i błyskotliwą, acz ciepłą ironią.
  • 7.0
    W "Okji", czyli historii o przyjaźni koreańskiej nastolatki i przesympatycznego stworzenia łączącego w sobie cechy świni i hipopotama, zakochają się wszyscy lewacy, wegetarianie, cykliści i ludzie o dobrym sercu.
  • ?
    Dlaczego Desplechin wybrał obrał akurat taką formę narracji? Właściwie do końca nie wiadomo. Jest ona bowiem tak chaotyczna i w sumie beznadziejna, że nie tworzy nie tylko jakiegoś sensownego ciągu przyczynowo-skutkowego, uzasadniającego jej wybór, ale też przypomina w swej strukturze jakąś bardzo przeintelektualizowaną, nieciekawą książkę z miłosnym trójkątem w centrum. Dodając do tego kuriozalne dialogi, dostajemy film, który straszy dużo bardziej niż wszystkie duchy Ismaela.
  • ?
    Miike chyba sam wie, że na poziomie tylu filmów, ile on nakręcił, trudno już o jakąkolwiek oryginalność. Dlatego też zamiast szukać jej na siłę, wpuszcza do swojej opowieści nieco powietrza i luzu poprzez coraz bardziej kuriozalne sceny walk i fajne interakcje między - nie tak zawsze jednorodnymi - bohaterami.
  • ?
    Rosyjski twórca wpisuje posępny dramat nawiązujący do "Eleny" i "Lewiatana", ale bliski także estetyce rumuńskiej nowej fali w swej naturalistycznej obserwacji, w schemat kryminalnego thrillera w amerykańskim wydaniu.
  • 3.0
    Dużo jest w "Personal Shopper" różnych rzeczy, ale brakuje w tym wszystkim właściwie jednego - jakiegokolwiek sensu.
  • 7.0
    Usypiająca, snująca się narracja i statyczna ekspozycja filmowej fabuły zdają się mieć nie tylko rozsądne uzasadnienie, ale też być jedynymi słusznymi.
  • ?
    Mam takie wrażenie, że "Return to Montauk" jest typem dzieła, które nieźle sprawdza się w formie literackiej, ale skazane jest na porażkę, jeśli chodzi o kino.
  • 5.0
    Stara się iść trochę pod prąd mitologii Marvelowskich superbohaterów. Obiecuje więc nowe podeście do tematu, ostatecznie jednak tych obietnic nie dotrzymując. Twórcom zabrakło konsekwencji, ale przede wszystkim chyba odwagi.
  • ?
    Nie można odmówić Liu Jianowi pomysłu, bo to bardzo sensowna i koherentna wizja, gdzie forma animacji dobrze współgra z przedstawionym w filmie podejrzanym półświatkiem, industrialną przestrzenią, zaniedbanymi, obskurnymi przedmieściami wielkiego miasta i równie brzydkimi z charakteru ludźmi ze społecznego marginesu. Szkoda tylko, że ta fabuła pochodzi z półki z mocno używanym już towarem...
  • ?
    Wyraźna wymowa "Joaquima" i porządna, filmowa robota mogą sugerować, że to niezłe, wartościowe. Tak do końca jednak nie jest. W czasach, kiedy nieznana szerzej historia Ameryki Południowej potrafi być opowiada w oryginalny, wizjonerski sposób jak w "W objęciach węża" czy niedawno wyróżnionym w Rotterdamie "Reyu", dzieło Gomesa wydaje się kinem zachowawczym i zbyt bezpiecznym, zarówno formalnie jak i fabularnie.
  • ?
    Kim Min-hee znakomicie oddaje emocjonalną huśtawkę swojej bohaterki.
  • ?
    Chaotyczny spektakl o tym, iż w sytuacjach krańcowych człowiek zamienia się w dzikie zwierzę, mające jeden cel - przetrwać nieważne jakim kosztem. Trochę banał, prawda?
  • ?
    Po filmie zaś jedyne, co przetrwa w naszej pamięci, to rola Redy Kateba i finałowa scena koncertu.
  • ?
    Kino doskonale zagrane, gdzie każda z gwiazd brytyjskiego kina błyszczy swoim własnym blaskiem, choć najjaśniej świeci tu wspaniały Timothy Spall.
  • ?
    Nie oceniając jego wymowy, pod kątem czysto filmowym to film spełniony tak gdzieś w połowie.
  • ?
    Dla wszystkich zakochanych w modnym Nowym Jorku "Golden Exits" może okazać się psychologicznym horrorem.
  • ?
    Nie zasnęłam na "Helle Nachte" tylko dlatego, że na ekranie cały czas było jasno - ojciec i syn pojechali bowiem do Norwegii w czasie, gdy trwają tam tzw. białe noce, czyli nigdy nie robi się ciemno. Jak pech, to pech.
  • ?
    Kuriozalny, zabawny tylko bardzo krótkimi momentami, z niepotrzebnie namnożonymi wątkami pobocznymi i żenująco tkliwym zakończeniem. Tylko dla bardzo wstawionych koneserów gatunku.
  • ?
    Nawet jeśli takie kino jak "Sieranevada" nie porywa ani odkrywczą formą, ani świeżością spojrzenia, naprawdę dobrze ogląda się tego typu filmy, jeśli widzi się, iż ich twórcy faktycznie mieli coś ciekawego do powiedzenia.
  • ?
    Wydawać by się mogło, że "Close-Knit" zawiera w sobie dość mocny przekaz, ale nic bardzo mylnego, bo to przecież kino japońskie, znane z elegancji, subtelności i wyjątkowej nienachalności. Ogigami choć tworzy film o wyraźnym, społecznym przesłaniu, zbliża się w sposobie narracji i jej delikatności do mistrza takiego kina Koreedy.
  • ?
    Nie widzę sensu, by tej świetnej i jakże innej od mainstreamowych komedii romantycznej dorabiać jakiejś filozofii, której ta wcale nie potrzebuje i bez której wyśmienicie się broni.
  • ?
    Z dzisiejszej perspektywy wygląda to nie tylko trywialnie i pretensjonalnie, ale też w kontekście np. wyniku ostatnich wyborów prezydenckich w USA stawiana w filmie diagnoza jest mocno już przeterminowana.
  • ?
    Obstawiam, że gdyby "Newtona" wyprodukowano w Hollywood, byłby to murowany kinowy hit, a tak pozostaje mi trzymać kciuki, by największym sukcesem hinduskiej produkcji nie było otwieranie sekcji Forum na Berlinale.
  • ?
    Miła, lekka i przyjemna komedyjka o zabawnym neurotyku, który sprytnie i totalnie niegroźnie pogrywa sobie z otoczeniem. W tejże roli jak zawsze wart oklasków Geoffrey Rush.
  • ?
    Tak duży bagaż dźwiga na swoich plecach Vero Tshanda Beya w roli tytułowej i naprawdę nieźle sobie z tym radzi. Dla niej i dla rzadkich, realistycznych obrazów codzienności Kinszasy warto ten film zobaczyć, przymykając nieco oko na jego wtórność i chaotyczność.
  • ?
    Dumont stara się uwypuklać paradoksy klasowych nierówności, ale nawet jeśli jego nowy film jest konsekwentny, scenariuszowo i wizualnie dopracowany, to trochę jednak nie wyszedł reżyserowi. Komediowy "Ma Loute" w ogóle nie śmieszy, a nawet trochę męczy.
  • ?
    W gruncie rzeczy od takiego "Sierpnia w Hrabstwie Osage" różni się jedynie kilkoma małymi, ekstrawaganckimi detalami, pozostając filmowym teatrem - dość statycznym, przegadanym, nużącym.
  • 7.0
    Mimo swoich wyraźnych niedociągnięć, ostatnie dzieło Andrzeja Wajdy to kino bardzo rzetelne, nie aspirujące do miana wielkiego, ale takie po prostu uczciwe.
  • 4.0
    Połowa filmu to takie przydługie wprowadzenie do katastroficznego punktu kulminacyjnego (straszne nudy) i melodramatycznej puenty (gorszej niż śniadania Jima w klasie ekonomicznej).
  • ?
    Huppert i Verhoeven prowokacyjnie i szalenie błyskotliwie wyśmiewają współczesne wyobrażenia o emocjonalno-seksualnych relacjach, obyczajowe rytuały, społeczne konwenanse. Za formę, brawurę i oryginalność należą się tej dwójce wszystkie nagrody świata.
  • 7.0
    Integralność naturalnego aktorstwa, zdjęć i ścieżki dźwiękowej w "American Honey" pozwalają widzowi udać się w drogę razem ze Star i jej ekipą. Poczuć powiew wolności, jak i gorzki smak ich pozornie nieograniczonej niezależności.
  • 6.0
    Jedna rzecz, jaka nie wyszła reżyserowi to fabularny multitasking. Dickinson chce jednocześnie wyśmiać tak wiele rzeczy i rozwinąć tyle wątków, że niczym David prowadzący jednocześnie telekonferencję, czytający napływające smsy i tworzący awatara swojej niedoszłej kochanki, gubi gdzieś to, co powinno być szczególnie istotne.
  • 7.0
    Z jednej strony brawurowa satyra na prowincjonalną przaśność, z drugiej - błyskotliwa refleksja nad przenikaniem się granic w sztuce.
  • 6.0
    Pozostaje jednak "Plac Zabaw" pozycją na tyle nurtującą i w wielu miejscach świeżą, iż warto się nad nią pochylić i nawet ją docenić, choć w końcowym rozrachunku może to być trudne i bardzo nieprzyjemne.
  • 8.0
    Genovese z inteligencją i finezją buduje swój film w oparciu o doskonałe dowcipy, wyposażając swoich bohaterów w doskonale cięte riposty i subtelne, acz bardzo kąśliwe złośliwości, które ci wzajemnie sobie serwują.
  • 2.0
    Po seansie marzy się jedynie, by jakiś sprawny magik szybko wymazał te dwie godziny z naszej pamięci.
  • ?
    Kino intymne i epickie zarazem, portretujące kobietę na jesieni życia i wszystkie doświadczenia, jakie na przestrzeni dekad ukształtowały jej charakter, wrażliwość i styl bycia.
  • 7.0
    Choć pozornie ta oparta na opowiadaniach Alice Munro historia sprawia wrażenie dość prostej i telenowelowej, w rzeczywistości to kolejny skomplikowany, wielowarstwowy i głęboki portret kobiety, jej emocji, traum i pragnień, jaki namalować potrafi tylko Hiszpan.
  • ?
    Pociąg pojechał w kierunku taniego (acz w rzeczywistości bardzo drogiego) efekciarstwa i niskich lotów box-office'owego sukcesu.
  • ?
    Jedyne, co w "Tancerce" robi duże wrażenie to te odtworzone widowiska Fuller.
  • ?
    Zapewne jeden z najpiękniejszych wizualnie filmów, jakie w tym roku obejrzymy nie tylko na canneńskim festiwalu.
  • ?
    Sukces filmu Maren Ade zależy w takim samym stopniu od reżyserki, jak i odtwórców głównych ról - znakomitej Sandry Hüller i Petera Simonischka.
  • 5.0
    Podejmuje tyle tematów, że spokojnie można by z poszczególnych wątków stworzyć kilka osobnych dzieł.
  • 6.0
    Choć wizja reżysera jest bardzo słodko nostalgiczna, wyidealizowana i pretensjonalna, w żadnym momencie słodycz nie jest przesadzona. To po prostu Woody Allen w całkiem przyzwoitym wydaniu.
  • 6.0
    Być może największe, filmowe dziwactwo, jakie w tym roku pojawi się na ekranach kin (i nie jest to wcale komentarz negatywny!).
  • 5.0
    Ciekawy, wizualnie intrygujący film staje się płytki, bezbarwny i nudny.
  • ?
    Widać w filmie dużą dbałość o scenograficzne detale oraz solidne umiejętności reżysera w mądrym prowadzeniu aktorów.
  • ?
    Jedna z tych historii, która być może nie miałaby takiej siły oddziaływania, gdyby nie naturalna i klasowa w swojej roli Isabelle Huppert.
  • ?
    Szacunek dla reżyserki, że całkiem nieźle uniosła trudny, ambiwalentny temat.
  • ?
    Kreatywność scenarzystów nie zna granic. Téchiné miesza wątki i dokleja nowe z gracją walca drogowego.
  • ?
    Urokliwy i wzruszający film o kobiecych wyborach, z delikatnością mówiący o tym, o czym raczej się nie mówi w kinie głównego nurtu.
  • ?
    Kino wybitnie osobiste, humanistyczne i emocjonalne oraz ekstremalnie radykalne w formie. Jednocześnie subtelne i poetyckie.
  • 6.0
    Wszystko tu lśni, wygląda elegancko i powabnie, jest czarodziejskie i brutalnie niedoskonałe, ale ewidentnie brakuje tu życia i autentycznej pasji.
  • ?
    Bardzo solidne kino, starające się połączyć austriacki brutalizm i estetykę horroru, sensownie budujące wyrazisty klimat i głębię psychologiczną.
  • ?
    W ostatecznej formie wygląda to po prostu żenująco, kiczowato i śmiesznie.
  • ?
    W ostatecznej formie wygląda to po prostu żenująco, kiczowato i śmiesznie.
  • ?
    W ostatecznej formie wygląda to po prostu żenująco, kiczowato i śmiesznie.
  • ?
    Na pierwszym miejscu forma, na drugim dopiero treść.
  • ?
    Pełna niezaprzeczalnego uroku, narkotyzująca energią dawka niezależnego kina z Sundance'owym rodowodem.
  • ?
    Na wskroś nowoczesna baśń o poszukiwaniach skarbu, punktująca przy okazji nie tylko uniwersalne, ludzkie przywary, ale też oryginalnie drążąca rumuńską przeszłość i absurdy współczesności.
  • ?
    Tim Roth doskonale zrozumiał graną przez siebie postać, fantastycznie oddając jej niebywałe skomplikowanie i ogrom cierpienia, jakie kryją się za powierzchownością zatroskanego pielęgniarza.
  • ?
    Nie mogę się jednak dopatrzeć niczego więcej poza sztucznością, nudą i przeestetyzowaniem.
  • ?
    Jest kolejnym przykładem wyważonego, naturalistycznego kina społecznego.
  • ?
    Niespecjalnie trzymający w napięciu i z porządnie zbudowaną relacją między głównymi bohaterami.
  • ?
    Nawiązuje do wspaniałej tradycji francuskiego kina w opowiadaniu o skomplikowanych damsko-męskich relacjach.
  • ?
    Widać zarys intrygującego pomysłu, ale mocno zawiodła jego egzekucja. Dziwne przejścia montażowe, narracyjny chaos, mnożenie drugo- i trzecioplanowych wątków, z których nic nie wynika można by zrzucić na małe doświadczenie reżysera, ale Trier debiutantem przecież nie jest.
  • ?
    Otrzymujemy dawkę nie tylko przedniego humoru, ale oglądamy kino szalenie kreatywne i finezyjne.
  • ?
    Wizualnie piękny i nastrojowy. Jak jego literacki pierwowzór - smutny i nostalgiczny, z naprawdę ładnie cierpiącą, delikatną bohaterką, którą zresztą sama z niezwykłym wyczuciem zagrała.
  • ?
    Pozostawia widza zaintrygowanym, choć na pewno mniej niż w przypadku "Kła".
  • ?
    Trzeba przyznać Nemesowi, że potrafił stworzyć bardzo sugestywny film z pogranicza sensacyjnego non-fiction i wartkiej gry komputerowej.
  • ?
    Trochę nie wiadomo natomiast, po co w ogóle powstał ten film. Jest straszliwie banalny i fabularnie bardzo prosty.
  • ?
    Kino ciepłe i rodzinne, psychologicznie może nieszczególnie wyrafinowane, ale do bólu uczciwe w swej prostocie, bardzo przyjemne w oglądaniu.
  • 6.0
    Sama historia jest średnio efektowna.
  • ?
    Choć ostatecznie sytuacja bohaterów zdaje się być dość niewesoła, Szabolcs Hajdu nie pogrąża ich w poczuciu totalnej porażki. W filmie solidarnościowe stwierdzenie o tym, iż w rodzinie musimy sobie pomagać, przybiera nową, osobliwie prozaiczną i dziwnie pragmatyczną formę.
  • ?
    Petrova pokazuje ten świat z brutalnym realizmem znanym z rumuńskiej nowej fali, ale jej film ma też zaskakującą, metafizyczną stronę.
  • ?
    Niesamowite, że w tak skromnej formie Babak Jalali, ledwie wspominając o konkretnych problemach współczesnego świata, potrafił dotknąć ich sedna w tak fundamentalny sposób.
  • ?
    By uwierzyć w ten film i jego logikę, trzeba naprawdę mocno zmrużyć oczy oraz obudzić w sobie przeogromne pokłady naiwności.
  • ?
    Jeśli chce się tworzyć kino nieco bardziej ambitne, estetyka kryminału nie może służyć jedynie skrupulatnemu i dosłownemu wyjaśnianiu zagadki zbrodni. Powinna stać się pretekstem dla czegoś więcej, np. opowieści o niejednoznacznych ludziach, specyficznych okolicznościach, ambiwalentnych czasach. O tej oczywistej prawdzie w "Potworze z Martfu" ewidentnie zapomniano.
  • ?
    Polska próba podboju kosmosu Hollywood kończy się spektakularną klęską. Nie chodzi nawet o to, że scenariusz "Prawdziwych Zbrodni", zakładając - przy ogromnej ilości dobrej woli - że coś takiego tu w ogóle istniało, wygląda jak kuriozalny, szkolny bryk z sensacyjnego kina Patryka Vegi.
  • 5.0
    Dość schematyczne kino z gatunku coming of age.